Musi być dobrze

Musi być dobrze

Zeszłotygodniowe spotkanie zespołu terapeutycznego w przedszkolu dało mi dużo do myślenia. Panie zazwyczaj Ewę chwaliły – że trzeba jeszcze popracować, ale że robi postępy i w ogóle jest super. Tym razem ton spotkania był nieco inny – że jest uparta, że lubi postawić na swoim, że motoryka mała leży ze względu na słabe ręce (do czego doszłam już kilka miesięcy temu przy okazji dywagacji na temat lateralizacji), że nie daje się zmotywować i ma problem z kończeniem zadań. I że panie nie wiedzą, jak sobie da radę w normalnej szkole, no chyba, że w demokratycznej albo w edukacji domowej.

O nie, co to to nie.

Najciekawsze jest to, że wszystko co terapeutki mi mówią – ja doskonale wiem. Tyle, że nie mam za bardzo porównania z innymi dziećmi i nie wiem, czy np. jej rysunki na tym etapie świadczą o jakimś dramacie, czy może to ciągle jest w normie? Jak mi ktoś tego nie powie, to ciężko mi to stwierdzić. W szkole podstawowej są jakieś oceny, choćby opisowe, więc ma się jakieś porównanie. W przedszkolu ocen nie ma, więc ja raz na jakiś czas dopytuję albo ktoś mi na coś zwraca uwagę. Raz na rok robimy PEP-R i to jest przynajmniej dla mnie jakiś punkt odniesienia.

W każdym razie – doszliśmy do wniosku, że skoro Panie tym razem stwierdziły, że problem jest, to trzeba problem zniwelować. Bo edukacja domowa to nie jest coś, co wchodzi w grę, nie ma mowy (mam nadzieję, że nie będę musiała za kilka lat tego odszczekiwać :)).

Przeanalizowałam poszczególne kwestie i powstała lista czynności, które powinniśmy zintensyfikować, żeby poprawić poszczególne obszary:

Ogólna sprawność rąk, obręczy barkowej

 – zaproponowane przez Panią od SI „taczki”. Oczywiście w naszym wydaniu ćwiczenie jest ubrane w odpowiednią fabułę (póki co: „proces wyrabiania bułek” :))

 – pływanie. Dużo pływania.

 – wspinaczka: kiedyś już próbowaliśmy, teraz najwyraźniej będziemy robić to częściej. Na szczęście ścian wspinaczkowych jest w okolicy minimum kilka, do wyboru – do koloru:)

IMAG0904

 – malowanie na sztalugach: na szczęście po depresyjnym okresie „czarnym” (obrazy były czarne nawet wtedy, kiedy celowo nie dawałam jej czarnej farby – po prostu mieszała sobie pozostałe) przyszedł moment, kiedy jej malunki są bardziej zróżnicowane kolorystycznie. Ale ciągle maluje to samo…

Motoryka mała, grafomotoryka

 – koraliki do prasowania: mamy duży zestaw Pyssla z Ikei, ale jakiś czas temu udało mi się kupić takie malutkie zestawy w Flying Tiger (mała przezroczysta płytka, szablon oraz koraliki do ułożenia tego szablonu). Szablony przedstawiały ulubione zwierzaczki Ewy, no i były na tyle małe, że dało się je ułożyć w miarę szybko (jak na pięciolatkę). Oprócz układania wzorów – segregujemy koraliki kolorami, również z wykorzystaniem plastikowej pęsety (nazywanej przez Ewę „szczypadełkiem” ;)).

 – nawlekanie koralików: jak Ewa zaczynała terapię, to nawlekała duże drewniane elementy (w celu ich pozyskania rozkręciliśmy zabawkę z Ikei) na kawałki drutu. Później koraliki były coraz mniejsze. Teraz nawlekamy małe koraliki (ale jednak większe niż te do prasowania) na sznurowadło lub mulinę (z pomocą igły).

 – wyszywanie: szyciem Ewa zainteresowała się już jakiś czas temu, przy okazji przygotowywania kolejnych przebrań karnawałowych. Czasami dawaliśmy jej coś do zszycia i nawet jej to szło. W ten weekend postanowiłam cały proces nieco ułatwić i zakupiliśmy tamborek, kanwę, specjalne igły i kilka motków muliny. Aktualnie Ewa pracuje nad podobizną Gluciorka z Hotelu Transylwania 🙂

blobby

Ewa planuje również naukę robienia na drutach, ale to już nie z nami:)

 – koleżanka podpowiedziała mi również robienie pomponów z włóczki – jeszcze nie próbowaliśmy, ale to też może Ewę zainteresować. Szczególnie, że raz na jakiś czas ma fazę na zawijanie (i zawija Pieńka w tasiemkę*).

 – pisanie i rysowanie: już jakiś czas temu kupiłam Ewie zestaw zeszytów: „Lewa ręka rysuje i pisze” – ale nie mam za wielu sukcesów w motywowaniu jej do pracy w tym zakresie. Może z czasem pójdzie nam lepiej. Oprócz tego kupiłam trochę przyborów dla leworęcznych: ołówek mechaniczny, nakładki na kredki, nożyczki.

304x420_product_media_1-1000_lewa_reka_rysuje_i_pisze_II_1

– kolorowanki: kolorować Ewa nie lubi, ale P. Agnieszka podpowiedziała nam kolorowankę, która BYĆ MOŻE zainteresuje Ewę. Książkę zamówiłam, dziś ją odebraliśmy…

ludzkie-cialo-atlas-do-kolorowania-w-iext50276729

…i sukces jest połowiczny. Książka faktycznie ją zainteresowała, ale skończyło się na przeglądaniu. Kolorowanie póki co nie zostało rozpoczęte.

 – pianino: wczoraj wpadłam na pomysł, żeby spróbować z Ewą gry na pianinie. Może to ją zainteresuje, a oprócz tego wzmocni palce i dłonie. Ale potem zaczęłam się nad tym zastanawiać i trochę utknęłam: jak pracować przede wszystkim nad lewą ręką, skoro linię melodyczną gra się ręką prawą? Tak czy siak – spróbujemy.

 – DotOn: Wujek Filip przywiózł to Ewie z wyjazdu do Danii. Duży arkusz czarnego kartonu z narysowanymi okrągłymi polami, zestaw okrągłych naklejek i szablon do odwzorowania. No i robimy to po kawałeczku. Każdą naklejkę trzeba odkleić, przenieść w odpowiednie miejsce, przykleić, a potem zaznaczyć na szablonie, co już zostało poprzyklejane. Dużo pracy! Nie wiem, czy Wujek miał świadomość, że dzięki jemu prezentowi będziemy ćwiczyć nie tylko małą motorykę, ale jeszcze koordynację wzrokowo-ruchową i odwzorowywanie zadanych sekwencji kolorystycznych? 🙂

dot2

 

Trudno sklasyfikować 😉

 – Niby ćwiczymy w ten sposób motorykę dużą, ale też powtarzanie rytmu czy melodii. Jak? Puszczając piosenki Queen 🙂 Przy „We will rock you” tupiemy i klaszczemy, a przy „Ay-Oh” powtarzamy wokalizacje Freddiego. Nie jest łatwo:) Przy okazji: czy słyszeliście, że lekcje gry na perkusji poprawiają funkcjonowanie autystów w zakresie nie tylko koordynacji ruchowej, ale też komunikacji czy koncentracji? 

 – puzzle! To u nas znowu hit:) Teraz na topie są takie do 100 elementów, ale pod warunkiem, że obrazek jest zróżnicowany. Kupiliśmy kilka nowych kompletów i aktualnie ulubionym jest ten z mapą świata:633eeccf4bea8dfff8e6f7a450b6

 

Kończenie zadań

 – staramy się pilnować Ewę, żeby kończyła to, co zaczyna. Nie zawsze nam wychodzi…

 – mam jeszcze pomysł na pewien projekt, ale muszę najpierw przekonać do niego Ewę. Dam znać, jak nam coś z tego wyjdzie:)

 

Reasumując: będzie dobrze. Musi być dobrze:)

 

*) Pieniek to taka figurka, którą przywieźli Ciocia Agata i Wujek Filip z Barcelony – dwa lata temu na Święta Bożego Narodzenia. My nazywamy ją „Pieniek”, ale w Katalonii mówią na to Caga Tió. Ewa ma zwyczaj zawijania Pieńka w taką kolorową papierową tasiemkę. „Bandażuje go”. Aktualnie Pieniek wygląda więc tak:

IMG_0580

Obserwacje

Obserwacje

Tydzień temu wreszcie byłam z Piotrkiem na obserwacji u P. Psycholog. I zgodnie z naszymi przewidywaniami „zaliczył” wszystko śpiewająco! Następna wizyta kontrolna za jakieś pół roku, ale póki co jesteśmy spokojni.

Swoją drogą, to fascynujące. Jeśli zaburzone dziecko jest dzieckiem pierwszym, to człowiek nie zdaje sobie sprawy z wielu jego niedostatków czy problemów. Przyzwyczaja się do pewnych zachowań i uważa je za normę. Uczy się jakoś sobie z tym radzić. My nie odczuwaliśmy jakoś specjalnie tego, że Ewa danej rzeczy nie robi – nie robi to nie robi. Często nie wiedzieliśmy, że powinna.

I nagle pojawił się Piotrek. I w miarę jak on rósł, jak nabywał nowe umiejętności, zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z tego, jak wielu rzeczy Ewa po prostu nie robiła. Albo jak wiele rzeczy Piotrkowi przychodzi z łatwością w wieku np. 7 czy 10 miesięcy, a u niej te same umiejętności pojawiały się dopiero po wielu miesiącach terapii, w drugim albo nawet w trzecim roku życia.

Diagnoza pierwszego dziecka to wiele dodatkowych problemów, których nie ma rodzic „kolejnego dziecka z diagnozą”. Łatwiej przegapić objawy, bo nie ma się doświadczenia. Trudniej zdecydować się na kolejne dziecko (a ludzie jednak często marzą o minimum dwójce). Ale z drugiej strony – nie przeżywa się tak każdego braku spojrzenia czy niewypowiedzianego „mama”…

Piórnik

Piórnik

Podczas ostatnich zakupów w znanym sklepie z wyposażeniem mieszkań i klopsikami – kupiłam sobie piórnik. Wróciłam ostatnio do szkoły, na zajęciach dużo pisania i liczenia zadań, więc potrzebowałam czegoś do transportowania zapasu dobrze zatemperowanych ołówków (okazuje się, że plastikowy woreczek średnio się do tego nadaje – zaostrzone ołówki go po prostu dziurawią ;)). Oprócz tego kupiliśmy oczywiście całą stertę mniej lub bardziej przydatnych rzeczy – w tym wielką skrzynkę na przybory plastyczne dla Ewy. Niestety, nie udało nam się nabyć tego, po co tam przyjechaliśmy – nowej lampy do sypialni.

Siedzimy później z Ewą przy stole. Ja przekładam swoje ołówki z plastikowego woreczka do nowego piórnika, a Ewa coś tam rysuje. Nagle dojrzała co robię i pyta:

To twój nowy piórnik? Zabierzesz go do szkoły? 

Tak, właśnie wkładam do niego ołówki, żeby mieć czym pisać. 

Ja też zabiorę swój PIÓRNIK – mówi Ewa, głaszcząc ręką swoją nową skrzynkę – jak już pójdę do szkoły.

Dobrze, że jej piórnik ma rączkę, bo do plecaka z pewnością się nie zmieści… 😉

IMG_0526

Supermoce

Supermoce

Wierzę, że każde dziecko jest wyjątkowe. Że każde posiada jakąś unikalną supermoc. Nie twierdzę oczywiście, że moje dzieci są najlepsze, nie próbuję porównywać ich z innymi w klasycznych kategoriach typu: „kiedy usiadło – wstało – zaczęło mówić – czytać – ile ma zębów”. Zresztą, nie oszukujmy się – większość ludzi wcześniej czy później opanowuje sztukę czytania czy chodzenia, więc nie ma w tym zazwyczaj nic wyjątkowego 😉

Niemniej jednak – każde z moich dzieci posiada pewne unikalne cechy, które dla mnie są absolutnie wyjątkowe.

Na przykład Ewa ma moc rozśmieszania Piotrka. „Co w tym niesamowitego?” – zapytacie, skoro Piotrek uśmiecha się do wszystkich, łącznie z pielęgniarkami trzymającymi strzykawkę ze szczepionką w ręku. Otóż Ewa potrafi rozśmieszyć go ZAWSZE. Nawet wtedy, kiedy on dopiero co się uderzył i zanosi się płaczem. Wystarczy, że Ewa od niechcenia zrobi śmieszną minę lub machnie ręką – i on już zaczyna rechotać. Przez łzy. A jeśli ja powtórzę tę samą sekwencję min/ruchów, to w najlepszym wypadku zostanę obrzucona spojrzeniem: „o co ci matka w zasadzie chodzi?”.

Piotrek z kolei posiada moc zasypiania (i spania) w największym możliwym hałasie. Młot pneumatyczny na tarasie obok naszego? Spoko. Wiertarka udarowa w mieszkaniu obok? Nie ma najmniejszego problemu. Ostatnio na przykład uciął sobie w takich warunkach trzygodzinną drzemkę.

Piotrek potrafi również rozmontować sprzęty, które teoretycznie nie powinny dawać się tak łatwo rozmontowywać. Powyciągał już listwy maskujące spod szafek w kuchni (wraz z uszczelkami). Początkowo wkładaliśmy je z powrotem, ale z uporem maniaka je ponownie wyciągał, więc daliśmy sobie spokój. Rozmontował też część przedmiotów z tablic manipulacyjnych zrobionych przez Dziadka G. Robi to oczywiście bez żadnych narzędzi. Jeśli zatem macie jakieś meble do rozłożenia – mogę go Wam za niewielką opłatą udostępnić. Albo nawet – za darmo. Ale wyżywienie pracownika już na Wasz koszt 😉

Moje dzieci – takie zdolne 🙂

Powody do śmiechu

Powody do śmiechu

Jesteśmy w Macu. Ewa popija swój „soczek jabłuszkowy” z bidonu (bo musi mieć swój). Ale bidon nie jest dobrze dokręcony, cieknie, i nagle robi jej sie na koszulce plama. Poniżej brody, po prawej stronie. Plama niewielka, ale Ewa wyjątkowo nie lubi mokrych ubrań, jest więc na granicy histerii i już zaczyna tę koszulkę ściągać.

– To może… włóż sobie Klapcia pomiędzy to mokre a ciało? To nie będzie cię dotykać. – próbuję ratować sytuację, wykorzystując to, co mamy pod ręką.

– A jak on się pomoczy?

– Nie pomoczy się – dodaje Dawid.

– Ale wszyscy będą się śmiali… – Ewa dalej marudzi, wpychając sobie pluszaka pod koszulkę – …że mam tylko jedną pierś!

Tak. Z pewnością właśnie z tego powodu 😀

Pytania i odpowiedzi

Pytania i odpowiedzi

Mamo, a kto to jest „papież” – zapytała pomiędzy kolejnymi kęsami wafelka kakaowego, którego kupiła chwilę wcześniej w sklepiku na basenie.

No wiesz, papież to… taki zastępca Pana Jezusa na Ziemi. Szef wszystkich szefów w Kościele. 

Aha. 

A czemu pytasz? Gdzie usłyszałaś takie słowo?

W odcinku [„Byli sobie wynalazcy” – przyp. aut.] o Leonardo daVinci było. 

No tak.

 

Dzisiaj natomiast zapytała:

 – Mamo, a co to jest „chinina”? 

 

Coś czuję, że dosyć szybko wymięknę, jeśli poziom trudności jej pytań będzie się zwiększał w takim tempie. Mam nadzieję, że nauczy się do tego czasu czytać, wtedy będę tylko odpowiadać: „poszukaj sobie w Wikipedii” 😉

Ewolucja

Ewolucja

– Mamooo, a czy twoja babcia przeszła ewolucję gatunkową? – zapytała któregoś ranka.

– Eeee… Ale co przez to rozumiesz?

– No wiesz, że najpierw była bakterią, później rybą, później gadem…

I tym właśnie sposobem zostałam zmuszona do tłumaczenia pięciolatce koncepcji ewolucji. Rano, zanim jeszcze porządnie się obudziłam.

Mam też wrażenie, że moja Babcia, skądinąd bardzo pobożna osoba, nie byłaby zadowolona, że ktoś ją podejrzewa o taką przeszłość…

Pętla

Pętla

Jak u dziewięciomiesięczniaka wygląda algorytm związany ze ssaniem smoczka? Najprawdopodobniej tak:

-> Widzę smoczek.

-> Biorę smoczek do ręki.

-> Jeśli mam coś w buzi, to wypluwam.

-> Wkładam smoczek do buzi i zaczynam ciumkać.

-> Rozglądam się.

Ciekawie robi się wtedy, kiedy przed owym dziewięciomiesięczniakiem położy się np. trzy smoczki. Wtedy możemy łatwo go zapętlić.

-> Widzę smoczek.

-> Biorę smoczek do ręki.

-> Jeśli mam coś w buzi, to wypluwam.

-> Wkładam smoczek do buzi i zaczynam ciumkać.

-> Rozglądam się.

-> Widzę smoczek.

-> Biorę smoczek do ręki.

i tak dalej…

Dzisiaj spędził dobre pięć minut na wkładaniu i wypluwaniu kolejnych smoczków, dopóki dwa z nich nie spadły tak, że zniknęły z jego pola widzenia.

Nie chcę nawet myśleć co by się stało, gdyby wypluwał je zawsze w to samo, dobrze widoczne miejsce… 😀

Błąd taktyczny

Błąd taktyczny

Większość rodziców (a w zasadzie – większość ludzi w ogóle) będzie się pewnie utożsamiać z tym stwierdzeniem: „wieczorem chciałabym/chciałbym odpocząć sobie w spokoju na kanapie”. Oczywiście, mam na myśli osoby dorosłe, bo dzieci w porach wieczornych zazwyczaj odpalają dodatkowe akumulatory i ze wszystkich sił starają się NIE POŁOŻYĆ, żeby rodzic przypadkiem sobie troszkę nie odpoczął.

Tutaj muszę uczciwie zaznaczyć, że nasze dzieci nie są pod tym względem jakoś bardzo męczące – z reguły jeszcze przed 20 są już oboje spacyfikowani i pozamykani w swoich pokojach. Co nie znaczy, że nie próbują z tym walczyć i jak najdłużej nas przy sobie zatrzymać 😉

Wczoraj przez większość dnia męczył mnie katar i ból głowy, więc z utęsknieniem wyczekiwałam chwili, kiedy położę Ewę spać i wreszcie dopadnę kanapy. Dodatkowa trudność polegała na tym, że Dawid pojechał na squasha, więc cały rytuał mycia i doprowadzenia jej do łóżka przypadł mnie. A to nie było łatwe. Niby już zmierzałyśmy do łazienki, ale co chwilę jeszcze było: „chce mi się pić”, „chce mi się jeść”, „pobawmy się w pajączusie”… Na etapie „strojenia min do lustra zamiast mycia zębów” wyrwało mi się zniecierpliwione:

 – Ewa, proszę cię, źle się czuję, chcę się dzisiaj jak najszybciej położyć, a ty ciągle przedłużasz.

Spojrzała na mnie uważnie. I nagle zauważyłam ten błysk w jej oku, jakby nagle zwęszyła nową okazję… Niestety, ból głowy przytępił mój refleks, więc zanim zdążyłam się nad tym zastanowić, ona już kładła rękę na moim czole i z miną znawcy mówiła:

 – Tak… Masz rację. Musisz się położyć. – po czym wzięła mnie za rękę i prowadząc do swojego pokoju kontynuowała – Ja się tobą zaopiekuję. Położysz się w moim łóżku, przykryję cię kołderką. Dam ci jakiegoś pluszaczka, żeby ci było miło. Będziesz spała u mnie.

Chyba źle to rozegrałam…

Zabawa

Zabawa

Jedna z dziwniejszych zabaw autorstwa Ewy: jesteśmy bułką z masłem. Ktoś nas gryzie. Trafiamy na język, do kubków smakowych, później spotykamy gruczoły ślinowe i razem ze śliną wędrujemy przełykiem do żołądka. Tam jesteśmy trawieni, rozkładani na różne mikroelementy i wraz z krwią wędrujemy do poszczególnych komórek.

Ewa przydzieliła role w tej zabawie. Jaka jest moja?

„Tłuszczyczek” .