Ciężki tydzień
Ciężki tydzień za nami.
W ciągu ostatnich kilku dni mieliśmy kilka spotkań – z P. Mają, terapeutką Ewy, oraz obserwację w Fundacji Synapsis, w celu sprawdzenia postępów w terapii. Z obu niestety otrzymaliśmy podobny przekaz – kontakt z Ewą jest gorszy niż był, pomimo postępów w wielu sferach, nasiliły się jej zachowania autystyczne. W Synapsis usłyszeliśmy, że gdyby Ewa miała robioną u nich diagnozę dzisiaj, to dostałaby „autyzm” zamiast „całościowych zaburzeń rozwojowych”. W obu miejscach zalecono nam powrót do diety (od której odstąpiliśmy w połowie października).
Jesteśmy już po konsultacji z dietetykiem – musimy zrobić całą masę badań, póki co mamy stosować dietę bezmleczną i niskocukrową, ale może będzie trzeba odstawić też gluten. Lista zaleceń mnie przeraża…
W ogóle to mam ostatnio wrażenie, że albo ktoś nas opieprza, że czegoś nie robimy, nie stosujemy diety, nie robimy miliona badań, albo ktoś nas opieprza, że przesadzamy, męczymy dziecko bezsensownymi dietami, badaniami i wprowadzamy jakiś absurdalny reżim. Jakby nie spojrzeć, nic nie robimy dobrze…
Te kilka ostatnich dni zmusiły mnie do jednego – wreszcie przekonałam się do koncepcji założenia Ewie subkonta, żeby zbierać dla niej 1% podatku. Dużo osób mnie do tego namawiało, ale ja miałam jakieś takie poczucie, że przecież nie jest z nią tak źle, że są przecież cięższe przypadki, bardziej potrzebujące dzieci, że autyzm to co najwyżej jakiś „dyskomfort” dla rodziców i dziecka, a nie choroba, która boli, albo na którą się umiera. Ale może czas na odrobinę egoizmu i pomyślenie przede wszystkim o własnym dziecku. W każdym razie – odzyskamy przynajmniej swój 1% podatku, niech to będzie dla nas taka ulga podatkowa:)
Jogurt:)
Właśnie rozpoczęliśmy produkcję jogurtu z kaszy jaglanej:) Niby nie jest to takie trudne, jak się wydaje, ale jednak trochę zachodu z tym mieliśmy. Największy problem – skąd wziąć bakterie do jogurtu? Gdyby to był normalny jogurt, na mleku, to nie ma problemu – kupuje się jogurt i z niego wyrabia się więcej jogurtu. Ale nasz miał być bezmleczny, więc trzeba było zdobyć same bakterie, bez jogurtowego dodatku:) Na szczęście „Google prawdę ci powie” – znalazłam jakiś stacjonarny sklep w Warszawie, żeby nie musieć za długo czekać. Nabyliśmy też ustrojstwo zwane jogurtownicą, żeby odpowiednią temperaturę dla namnażających się bakterii trzymało.
Swoją drogą, sam proces przygotowywania jogurtu to cała seria zaleceń, „co bakterie lubią”, a „czego bakterie nie lubią”. A więc: bakterie lubią, jak je wrzucać do paćki z kaszy o temperaturze 40 stopni. DOKŁADNIE 40 STOPNI. Przy czym – nie można podgrzać paćki po prostu do tych 40 stopni, o nie! Najpierw trzeba podgrzać do 80. Później ostudzić (co wiąże się z bieganiem co chwila do kuchni i mierzeniem temperatury, żeby było DOKŁADNIE 40 STOPNI). A jak już się wrzuci bakterie do tej paćki, to nie można ich od tak zamieszać, nie! Trzeba mieszać drewnianą lub plastikową łyżką. Nie metalową, bo metalu bakterie nie lubią. I szukaj tu człowieku plastikową lub drewnianą łyżkę (kiedy wszystkie tego typu ustrojstwa dawno już zostały gdzieś wyniesione i zgubione przez Gwiazdę Naszą Najjaśniejszą). Później trzeba upchnąć paćkę w tych słoiczkach, co to je widać na zdjęciu wyżej (ale nie metalową łyżką! żeby nie było za łatwo). Dalej już powinno być z górki – trzeba włączyć ustrojstwo i czekać 6h, później powyciągać słoiczki, włożyć je do lodówki i znowu czekać 6h. Podczas tych pierwszych 6h nie można tego ustrojstwa ruszać, bo bakterie bardzo nie lubią, jak się nimi potrząsa. Strasznie humorzaste te bakterie…
We wszystkich przepisach na jogurt, które czytałam, brakowało mi jedynie komentarza, że cały proces powinien odbywać się podczas pełni księżyca, przy śpiewie dwunastu bosonogich dziewic:)
No nic, zobaczymy jutro, czy to w ogóle jadalne będzie:)
(bibliografia: Smakoteriapia, Mariola Białołęcka, Metadieta)
Jedzeniowo
Wygląda na to, że po prawie dwóch miesiącach względnego luzu jedzeniowego, Ewa będzie musiała wrócić na dietę:( zrezygnowaliśmy z niej po wizycie w poradni metabolicznej i po konsultacji u gastroenterologa – wg lekarzy z medycznego punktu widzenia nie było postaw,mżeby dietę stosować. Ale we wtorek zadzwoniła do mnie jedna z terapeutek Ewy, P. Maja, i poprosiła o rozważenie wprowadzenia diety. Na kilka miesięcy, na próbę. Bo Ewa wprawdzie robi postępy w różnych sferach, ale społecznie nie jest tak, jakby się tego można było spodziewać. My też zauważyliśmy, że kontakt jest z nią ostatnio nieco gorszy. Rzadziej patrzy ostatnio w oczy, nie robi „pa pa” ani nie posyła buziaczków na do widzenia… A fizycznie czuje się już coraz lepiej – zęby bolą ją już mniej, przesypia całe noce.
Dźwiękonaśladowczo
Ewa ogląda książeczkę z różnymi ptakami. Przysiadam się do niej i nazywam poszczególne ptaszki.
Ja: Wrona. Kra kra kra!
Ewa: …
Ja: Wróbel. Ćwir ćwir ćwir!
Ewa: …
Ja: Kaczka. Kwa kwa kwa!
Ewa: Mniam mniam mniam!
Dawid twierdzi, że to jest jak najbardziej prawidłowa reakcja na kaczkę…:)
Ślina
W każdym szanującym się serialu w stylu CSI (wiecie, ktoś kogoś morduje, główni bohaterowie próbują wykoncypować kto) raz na jakiś czas pojawia się scena, w której na miejsce zbrodni przyjeżdżają śledczy, spryskują wszystko luminolem, gaszą światło, zapalają lampy UV i w jednej chwili widać wszystkie plamy po różnego rodzaju płynach ustrojowych (najczęściej krwi – ale nie tylko).
Gdyby ktoś wpadł z luminolem i lampą UV do naszego mieszkania, to zapewniam Was, mielibyśmy oświetlenie niczym w dyskotece:)
Tyle, że naszym problemem jest ŚLINA. Ślina wyciekająca z paszczy Gwiazdy samoistnie, lub zostawiana przez Gwiazdę w różnych miejscach celowo.
Zacznijmy od tego, że w okresach zwiększonej aktywności okołozębowej, śliny jest więcej i kapie. Kapie z paszczy na podłogę, stół, kanapę, cokolwiek znajdzie się pomiędzy gwiazdopaszczą a ziemią. Czasami zamiast kapać – spływa po brodzie aż wyląduje na przodzie koszulki lub wsiąknie w rękaw.
Bez względu na aktywność okołozębową – ślinienie występuje zawsze w trakcie snu. Wtedy w miejscu aktualnego umiejscowienia gwiazdopaszczy, na prześcieradle pojawia się plama. Albo kałuża. Podobno to „rozkoszne ślinienie się podczas snu” Ewa ma po swojej matce. Tak twierdzi Dawid, ja tam mu absolutnie nie wierzę:)
Nowe umiejętności
Ewa jest obecnie na etapie prac plastycznych. Bawi się ciastoliną, rysuje kredkami, maluje farbami… Mamy na stałe zorganizowane dla niej stanowisko pracy – pół stołu w jadalni oklejone jest szarym papierem, na którym większość tych prac ręcznych się odbywa.
A jednak…
Potrzeba integracji
Potrzeba integracji Gwiazdy z innymi dziećmi, a także pozyskane przez nią nowe umiejętności często dają o sobie znać w nieoczekiwanych momentach.
Na przykład wtedy, kiedy na zajęciach grupowych Ewa podchodzi do różnych dzieci i zaczyna nagle pokazywać oko. Paluszkiem. Nie, nie swoje oko…
Na szczęście, wszystkie dzieci wyszły z zajęć z taką samą liczbą oczu, z jaką wchodziły:)
Mamośroda
Niania Ewy musiała załatwić dzisiaj kilka spraw, postanowiłam więc wziąć jeden dzień urlopu i urządzić Ewie „mamośrodę” 🙂


