Terapia zajęciowa

Terapia zajęciowa

Kojarzycie te memy/napisy w stylu: „chodzę na głupie spacery dla mojego głupiego zdrowia psychicznego” albo „wyszywam, bo wbijanie w ludzi ostrych narzędzi jest nielegalne”? No więc właśnie. Zawsze lubiłam różnego rodzaju prace plastyczne, niestety, natura raczej poskąpiła mi artystycznych talentów (dała inne, więc nie mam jej za złe ;)). Jakby tego było mało, obdarzyła mnie dwójką dzieci, które na widok kredek czy jakichkolwiek innych narzędzi do szeroko pojętego rękodzieła uciekają z krzykiem, więc średnio mogłam gdzie się wyżyć. Na szczęście Ewa miała raz na jakiś czas silną potrzebę przebrania się za jakąś postać, a że była pomysłowa, to nie zawsze dało się to opędzić strojem zakupionym w sklepie. Przebierała się np. za Nemo, Sandy Cheeks, wielkiego pająka, za Baby Yodę w kołysce – tak więc mogłam się wtedy wykazać. W oczach postronnych wychodziłam wtedy pewnie na oddaną, nadambitną matkę, która po nocach montuje dla dziecka kolejne stroje. No, może i byłam (jestem) oddana, ale z pewnością nie dlatego, że szyję przebrania – istnieje prawdopodobieństwo, że miałam z tego szycia więcej przyjemności, niż moje dzieci miały z samych przebrań 🙂

W czasie pandemii, kiedy w czwórkę siedzieliśmy zamknięci w czterech ścianach, zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego, że takie prace manualne bardzo dobrze odstresowują. Wtedy miałam akurat etap malowania obrazów po numerkach. Rozkładałam się z tym jak Piotrek już spał, odpalałam sobie na słuchawkach audiobooka (do dzisiaj mam przez to dziwne skojarzenia pomiędzy konkretnym obrazem a audiobookiem, którego słuchałam podczas malowania) i zaczynałam wypełniać farbami ponumerowane pola. Po przeprowadzce do nowego domu bardzo te obrazy się przydały – miałam czym zapełnić ściany (puste przestrzenie generowały bardzo nieprzyjemny pogłos). Sama – nie po numerach – namalowałam dokładnie jeden obraz. Abstrakcyjny, bo na to wystarczyło mi umiejętności 🙂

Stosunkowo niedawno rozpoczęłam etap wyszywania. Już wcześniej sporo szyłam ręcznie, doszywając uszy czy kolce do kupnych bluz. Bluza-tygrys, którą zrobiłam dla Piotrka, wymagała nieco wyszywania, więc chyba tak się zaczęło. Potem Ewa zażyczyła sobie bluzę-Derpusia (tygrys z K-popowych Łowczyń Demonów), i tam już trzeba było sporo się nawyszywać. Nie jestem jakoś bardzo zadowolona z efektów, gdybym robiła te bluzy jeszcze raz, to pewnie wyszłoby mi lepiej. Ale użytkownicy są zadowoleni, a to najważniejsze:) Później zrobiłam kilka naszywek i przypinek. Derpy’ego na plecak Ewy, a także karate-kota na worek na kimono Piotrka (bo co miałam zrobić, jak syn stwierdził, że chciałby, żeby torba na jego strój była fioletowa, a do tego łączyła motywy kota i karate?!). Wyszyłam też sobie dół od podwiniętych jeansów – teraz jest kwiatowy i sprawia mi dużo przyjemności 🙂

Moim najnowszym dziełem jest natomiast strój Madalorianina. Tym razem dla Dawida, ponieważ razem z Ewą szli wczoraj na premierę nowego filmu z uniwersum Star Wars, no i Ewa potrzebowała kogoś do pary do swojego stroju Grogusia 🙂

Praca nad tym wywołała we mnie silną potrzebę… posiadania własnego stołu warsztatowego, który stałby w ogródku. No bo ileż można pracować w warunkach polowych? Stół przyjechał w zeszłym tygodniu (Mąż zamówił <3). Wg instrukcji do jego złożenia potrzebne były dwie osoby – mogę tylko powiedzieć, że potraktowałam to jako wyzwanie 😉 Stół przyda mi się latem, bo już planuję odnowienie naszego starego… stołu jadalnianego, i zaadaptowanie go na swoje biurko (rok temu, też latem, odnawiałam okrągły stolik). Postanowiłam też oprawić – własnoręcznie – namalowane wcześniej obrazy (znalazłam kilka tutoriali, ramiarstwo nie jest takie trudne, jak może się wydawać). Czeka mnie więc trochę prac stolarskich 🙂

Zagadki

Zagadki

Mamy taką zasadę, że jak wyjeżdżamy na weekend do kogoś z naszej rodziny – a we wszystkich przypadkach trasa zajmuje nam ok. 3-4h – to oglądanie bajek rozpoczynamy dopiero po McDonaldzie. A że ich sieć jest dosyć sprytnie rozłożona po całym kraju, to w którym kierunku byśmy nie jechali, to pierwszy McDonald wypada po ok. 1h jazdy.

[oczywiście nie liczę tego, który mamy prawie pod nosem – ten jest po złej stronie dwupasmówki, więc nawet nasze dzieci wiedzą, że to nie jest po drodze]

No i czasem spędzamy ten czas bezmyślnie gapiąc się w okno, a czasem, żeby nie musieć co chwilę odpowiadać na pytanie „daleko jeszcze?”, bawimy się w quizy.

Tu uwaga – nie jest wcale łatwo wymyślić tematykę quizów tak, żeby każde z nas coś tam wiedziało i żeby jeszcze było interesująco. No bo przykładowo jeśli Dawid zapyta: „wymień trzech destruentów”, to Ewa stwierdzi, że to za proste, a ja i Piotrek będziemy pytać, co to są destruenci. Z drugiej strony, jeśli zadamy pytanie zaczynające się od: „ile” lub „policz”, to Ewa pewnie zamilknie i już więcej się do nas nie odezwie 🙂

I tutaj na odsiecz przychodzą… Pokemony! I chociaż poziom naszej wiedzy w tym temacie ciągle jest bardzo zróżnicowany, to jednak coś tam można się pobawić.

No więc jedziemy, zadajemy kolejne zagadki, wreszcie Dawid zaczyna pytać o pokemona, który wygląda jak kupa śmieci. Piotrek nie wie.

– Garbodor… – podpowiada cicho Ewa.

– Garbodor! – krzyczy radośnie Piotrek.

– Dobrze… – oznajmia Dawid, udając, że nie słyszał scenicznego szeptu Ewy – Ewa, to dodatkowe pytanie: od jakiego angielskiego słowa pochodzi nazwa tego pokemona?

– Garbage. – po głosie Ewy można wyczuć, że ma już trochę dosyć zagadek i najchętniej by podziubała na telefonie.

Ale ojciec nie daje za wygraną:

– A jak inaczej można powiedzieć po angielsku na śmieci?

– Trash.

– A inaczej? – drąży Dawid, który widocznie czeka na jakieś inne słowo.

– Rubbish. Możemy już skończyć…?

– No ok… – zgadza się wreszcie, ale po jego minie widzę, że ciągle nie trafiła.

– Co, myślałeś o czymś innym, zaskoczyła Cię, prawda? – pytam

– Myślałem o „waste”…

Nie wiem, czy jest bardziej rozczarowany, że nie trafiła w pomyślane przez niego słowo, czy zadowolony, że podała ileś innych.

– A ja o „litter”… – wzdycham.

Wniosek – pytania zaczynające się od „jak powiedzieć po angielsku…” też powinniśmy skreślić z listy 😉

Garbodor – źródło: https://www.pokemon.com/us/pokedex/garbodor