Dwie drogi

Dwie drogi

Dziecko pojawia się na świecie, a my mamy jakąś wizję. Jakieś oczekiwania w stosunku do niego. Jeśli płacze – chcemy, żeby przestało. Jeśli jest pora spania, a ono nie śpi – chcemy, żeby zasnęło. Chcemy, żeby było grzeczne, żeby dobrze się uczyło. I tak dalej…

MY CHCEMY.

A rzecz w tym, żeby zastanowić się, czego chce dziecko. Czemu zachowuje się tak, jak się zachowuje. Co jest przyczyną.

I nie myślę tutaj o odkryciu przyczyny powstawania autyzmu – nie, to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby postarać się wczuć w to, jak myśli dziecko, postarać się zrozumieć ogólne zasady, wg których działa jego mózg – i starać się spojrzeć na świat jego oczami. Bo nawet, kiedy wydaje nam się, że dziecko zachowuje się totalnie nieracjonalnie (bo np. rzuca się nagle na podłogę i ryczy, albo odmawia założenia kurtki, którą wcześniej nosiło całą jesień i pół zimy), to na 99% ma jakiś powód takiego zachowania. Tylko my nie jesteśmy wystarczająco bystrzy, żeby go zobaczyć.

Dzieci z autyzmem nie są upośledzonymi neurotypowymi dziećmi. Są po prostu inne od naszych wyobrażeń o tym, jak dziecko powinno się zachowywać. I mamy tak naprawdę dwie drogi, którymi możemy od momentu diagnozy zacząć podążać – albo będziemy na siłę próbowali dopasować dziecko do naszych wyobrażeń, albo zmienimy te wyobrażenia. Wsłuchamy się w dziecko. Zastanowimy się, w czym jest dobre, a co sprawia mu trudność. Spróbujemy tak dostosować otoczenie, żeby poczuło się bezpieczne i docenione – chociaż we własnym domu.

Terapia nie jest po to, żeby dziecko autystyczne stało się dzieckiem neurotypowym. Nie stanie się. Zawsze będzie dzieckiem autystycznym, co najwyżej nauczy się udawać kogoś, kim nie jest. Zajęcia terapeutyczne powinny być nastawione na uczenie dzieci umiejętności, które pozwolą im na funkcjonowanie w większości neurotypowym świecie. Dadzą im możliwości, które są mniej dostępne, kiedy siedzi się zamkniętym w czterech ścianach. Ale jeśli dziecko nie jest gotowe na posługiwanie się tymi umiejętnościami – lepiej jest zaakceptować ten fakt i spróbować poszukać innych sposobów na to, by dziecko mogło spełniać się w życiu. Skupić się na jego mocnych stronach, zamiast uparcie starać się zniwelować słabe. Bo tak naprawdę nie trzeba męczyć dziecka bezmyślnym powtarzaniem głosek – można nauczyć je posługiwać się komunikacją obrazkową. Można nauczyć je pisać i kupić tablet z syntezatorem mowy. Nie trzeba upierać się, żeby patrzyło w oczy – masa ludzi nie patrzy w oczy i jakoś żyją. Nie trzeba upierać się, żeby nauczyło się tolerować gryzące je szwy w ubraniach – można powywijać koszulki na lewą stronę 😉

Jeśli nasze dziecko nie mówi, ale ma np. zdolności muzyczne, to możemy wychować albo niemówiącego, „upośledzonego neurotypowego”, albo świetnego muzyka. Wszystko zależy od tego, na czym się skupimy.

(wpis pierwotnie zamieszczony na jednej z grup facebookowych)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s