Niesamowite dzieci

Niesamowite dzieci

Temat kontaktów małego autysty z rówieśnikami pojawia się głównie wtedy, kiedy coś pójdzie bardzo nie tak. Kiedy dziecko jest przez grupę odrzucane, kiedy nikt nie pojawia się na jego urodzinach, kiedy rodzice protestują, by autysta dołączył do klasy ich dzieci. A przecież fajnych dzieci jest cała masa! Być może po prostu mają – zupełnie niesłusznie – o wiele słabszy PR?

Julka

Z Julką znały się najkrócej, ale paradoksalnie to ona była pierwszą koleżanką, o której usłyszeliśmy od Ewy. Myślę, że dołączenie Julki do grupy zbiegło się u Ewy z jej otwarciem się na inne dzieci. Panie z przedszkola opowiadały mi, jak to Ewa otoczyła opieką nową dziewczynkę, a później ta dziewczynka zaczęła wciągać Ewę we wspólne zabawy z pozostałymi dziećmi. Ewa natomiast codziennie wspominała „swoją przyjaciółkę Juleczkę”, która dosyć długo (z uwagi na różne pory przyprowadzania i odbierania obu dziewcząt, co przekładało się na zupełny brak spotkań z Juleczką w szatni) była dla nas nieznaną, wręcz mityczną istotą:)

Wreszcie jedna z Pań zlitowała się nade mną i pokazała mi zdjęcie owej słynnej Juleczki – zdjęcie, którego z pewnością nigdy nie zapomnę. Wykonane podczas leżakowania, przedstawiało dwie małe dziewczynki, czytające wspólnie książkę. Leżały tak blisko siebie, że praktycznie się przytulały, a ich głowy – jasna i ciemna – stykały się ze sobą. Niesamowity widok, biorąc pod uwagę fakt, że Ewa raczej tego typu poufałości nie lubi.

Jakiś czas temu – już po odejściu Ewy z przedszkola – Ewa dostała od Juleczki taki obrazek. Z pingwinami, bo przecież wiadomo, że to ulubione zwierzaki Ewy.

 

Olga

Najmniejsza z całej paczki, ale zdecydowanie najbardziej ruchliwa. Kłębek nieujarzmionej energii. Fanka różu, brokatu, jednorożców i Pokemonów. Jej występy w przedszkolnych teatrzykach były tak niesamowite, że często trudno było oderwać od niej wzrok, żeby spojrzeć na własne dziecko 🙂

Z Olgą często przychodziły do przedszkola w podobnych porach, spotykałyśmy się więc w szatni. Obecność Olgi w magiczny sposób zamieniała poranne smutki Ewy w ekscytację związaną z pójściem za rękę (!) z koleżanką do sali. Nigdy się nie dowiem, ile razy Olga uratowała nas przed poranną histerią. Z pewnością wielokrotnie.

Sama końcówka pobytu Ewy w poprzednim przedszkolu była już bardzo ciężka. Więcej dzieci w grupie, nowa sala, nowa pani – wszystko to skutkowało przebodźcowaniem i ogromną drażliwością.

Pewnego dnia – a było to w ostatnim miesiącu w tamtym przedszkolu – odprowadziłam Ewę jak zwykle do jej grupy. Właśnie zbierali się na śniadanie. Musiałam porozmawiać o czymś z Wychowawczynią, więc zatrzymałam ją w sali, a dzieci z drugą Panią zaczęły schodzić na dół do stołówki. Gdy po kilku minutach skończyłyśmy rozmowę, ruszyłam do wyjścia – traf chciał, że musiałam zejść tymi samymi schodami, którymi do stołówki szła grupa Ewy. Gdy tylko weszłam na klatkę schodową, usłyszałam płacz. Znajomy płacz. I zawodzenie: „ja nie chcę być na końcu”. Myślę sobie, że pewnie się zagapiła i została z tyłu – co normalnie w ogóle by jej nie obeszło, ale wtedy najwyraźniej urosło do rozmiarów wielkiego problemu.

Zbiegam więc z góry, żeby ją jakoś pocieszyć i uspokoić. Ale nagle widzę, że do siedzącej na schodach i płaczącej Ewy podchodzi z dołu Olga. Wyciąga do niej rękę i pyta: „Czy chcesz pójść ze mną za rączkę? Pójdziemy razem. Nie smuć się Ewa, będziemy razem na końcu.”

Michalina

Wysoka blondynka, sprawiająca zawsze wrażenie dużo starszej i poważniejszej, niż była w rzeczywistości. Zdziwiłam się, kiedy usłyszałam, że jest prawie dokładnie rok od Ewy młodsza. Czy uważałam ją za równolatkę Ewy, bo to ona sprawiała wrażenie starszej, czy może Ewa była pod wieloma względami bardziej dziecinna, niż wskazywał na to jej wiek?

Razem z Ewą i Olgą dzieliły fascynację Pokemonami. Każdy gadżet, pluszak, sukienka z Pikachu czy Charmanderem  musiała zostać przez każdą dokładnie obejrzana i skomentowana. A jakim hitem była czapka Ewy z Pikachu! Ewa nie mogła się doczekać, żeby pokazać ją Michasi i Oldze. Nawet ostatnio, oglądając film o Pokemonach, stwierdziła nagle: „To Michalina zapoznała mnie z Pokemonami!”.

Któregoś ranka (a było to w okresie wakacyjnym, a więc krótko przed odejściem Ewy) spotkałyśmy koło przedszkola Michasię i Olgę wraz z ich Mamami. Michasia wróciła właśnie z wakacji, zupełnie odmieniona. Zamiast długiego warkocza miała włosy ścięte na boba. Wyglądała niesamowicie, chyba jeszcze doroślej niż wcześniej. Skomentowałam, że bardzo mi się jej fryzura podoba.

– Michasia już od dawna męczyła mnie, że chce mieć krótkie włosy, jak Ewa i Olga. – odpowiedziała Mama Michasi.

Nie powiem, to było fajne uczucie, usłyszeć „jak Ewa”.

Później dodała, że Michasia upiera się od jakiegoś czasu, żeby nosić słuchawki, „bo dzieci w przedszkolu takie noszą”. I że nie chodzi nawet o sam fakt słuchania czegokolwiek, zresztą, słuchawki są popsute i mają ucięty kabel, ale o to, że to podobno modne. Faktycznie – na szyi Michasi wisiały duże, kolorowe słuchawki.

I tak rozmawiając o modzie, słuchawkach i nowych fryzurach, weszłyśmy wszystkie do szatni.

Dziewczynki zmieniły buty, po czym Ewa wyciągnęła z szafki swoje słuchawki wygłuszające, które od jakiegoś czasu były nieodłącznym elementem jej garderoby.

– W nowej grupie jest trochę za głośno dla Ewy, dlatego musi nosić słuchawki wygłuszające – wyjaśniłam.

Kątem oka zobaczyłam spojrzenie Mamy Michasi. Chyba dopiero wtedy zrozumiała, kto tak naprawdę zaraził Michasię nową modą.

Trochę obawiałam się tych słuchawek, tego, że dzieci w przedszkolu uznają je za przejaw jakiegoś dziwactwa. Tymczasem nie tylko bez problemu to zaakceptowały, ale jeszcze ktoś uznał to za coś fajnego!

Natalka

Właścicielka jednego z najszerszych i najpiękniejszych uśmiechów jakie widziałam:)

– A wiesz mamo, Natalka ma mi przynieść długopis z pingwinkiem! – powiedziała któregoś dnia Ewa. Ucieszyłam się, że wspomniała o czymś, co napawało ją radością – ostatnio nieczęsto się to zdarzało. Pewnie Natalka pochwaliła się swoim nowym długopisem i chciała go Ewie pokazać.

– Natalka zostawi dla mnie w szafce długopis z pingwinkiem! – słyszałam w kółko przez dwa czy trzy dni. Trochę zaczęłam się stresować, że Ewa źle Natalkę zrozumiała, że coś sobie wymyśliła – bo przecież czemu miałaby od niej dostawać długopis? Już po cichu kombinowałam, gdzie by tu jakiś kupić, kiedy któregoś dnia faktycznie znalazłyśmy go w szafce Ewy.

– Jest! Długopis od Natalki! – ucieszyła się.

A ja, dla pewności, poszłam zapytać Wychowawczynię dziewczynek, czy wie może, co to za długopisowe ustalenia – cały czas podejrzewając, że długopis znalazł się w szafce Ewy przypadkowo, a nie chciałam, żeby później Natalka musiała go szukać. Pani nic na ten temat nie wiedziała, ale zawołała Natalię, żeby dopytać.

– Tak, to długopis dla Ewy… – powiedziała niepewnie, przestraszona, że tak ją o to wypytujemy.

Podziękowałam więc Natalce i ciągle, niewiele z tego rozumiejąc, pojechałam z Ewą do domu.

Później okazało się, że zupełnie nieplanowanie był to ostatni dzień Ewy w przedszkolu.

Kiedy już odetchnęłam trochę po całym zamieszaniu związanym ze zmianą przedszkola i adaptacją w nowym, zapytałam przez messengera mamę Natalii o słynny długopis. Okazało się, że Natalka wypatrzyła go na lotnisku, kiedy wracali z wakacji. I stwierdziła, że koniecznie musi kupić go Ewie, bo Ewa bardzo lubi „pingusie”.

IMG_4887

***

Opisałam tylko cztery najlepsze koleżanki, a mogłabym pisać jeszcze długo (przecież nawet nie zaczęłam pisać o kolegach i kolejnych „narzeczonych”:)). Bo niesamowitych dzieci Ewa spotkała na swojej drodze całą masę. Dzieci, które znosiły jej wybuchy, kiedy było jej naprawdę ciężko – i nie miały jej tego za złe. Dzieci, które ją pocieszały. Które zapraszały ją na urodziny – nie jako część całej grupy, ale konkretnie ją. Które martwiły się o nią i dopytywały, czemu ostatnio jest taka smutna. Które wysyłały jej walentynki. Które, po długiej rozłące, witały ją radosnym „Ewa!!!”.

A za każdym takim niesamowitym dzieckiem stoją niesamowici rodzice. Którzy nie tylko nie zarazili swoich dzieci nieufnością, frustracją i egoizmem, ale jeszcze pielęgnowali i rozwijali wszystko to, co w tych dzieciach najlepsze. Mam nadzieję, że wiedzą, że robią dobrą robotę ❤️

Jedna myśl w temacie “Niesamowite dzieci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s