Proces

Proces

Podczas rozmowy w Plan Daltoński wspomniałam w pewnym momencie, że po zauważeniu problemów rozwojowych u Ewy w zasadzie od razu przeszliśmy z Dawidem do działania – do organizowania diagnozy i specjalistów.

Ale ostatnio zdałam sobie sprawę, że to jednak nie było tak od razu. My też mieliśmy pewien okres, w którym analizowaliśmy, rozmyślaliśmy, martwiliśmy się. Taką żałobę, w czasie której przechodziliśmy pełne pięć jej etapów, żeby na koniec zebrać się do kupy i zabrać do działania.

Ekspresową żałobę, która trwała w naszym przypadku mniej więcej 3 dni.

I piszę o tym dlatego, że w jakimś sensie przeżyliśmy ją niedawno ponownie – co pozwoliło mi poczynić niniejsze obserwacje.

Zaczyna się od jakiegoś zdarzenia, które sprawia, że zaczynamy się nad czymś zastanawiać. Najczęściej tym zdarzeniem jest spotkanie z terapeutami, podczas którego dowiadujemy się, że jednak nie jest tak różowo, jakby nam się wydawało. Bo mamy chyba z Dawidem ten problem, że w naszych oczach Ewa i Piotrek funkcjonują dużo lepiej, niż w rzeczywistości. A może po prostu w domu funkcjonują lepiej? A może to my funkcjonujemy społecznie gorzej, więc większość „deficytów” naszych dzieci nie jest deficytami wg naszej rodzinnej nomenklatury? No nie wiem. W każdym razie zawsze tak było – już od pierwszego spotkania diagnostycznego Ewy – że na rozmowę szłam raczej beztroska, a wychodziłam kompletnie przybita.

Piszę „ja”, a nie „my”, bo te spotkania to zazwyczaj jednak moja działka. Nie dlatego, że Dawid się nie angażuje – po prostu tych spotkań jest zdecydowanie za dużo, żebyśmy na każdym byli razem, zresztą, albo odbywają się w ciągu dnia (a więc jedzie to z nas, które ma bardziej elastyczny czas pracy – czyli ja), albo po południu (a więc ktoś musi w tym czasie ogarnąć stado). To ja nasiąkam więc relacjami terapeutów i wychowawców, a później odcedzam to co istotne i przekazuję Dawidowi.

Jeśli spotkanie było dla mnie wyjątkowo przygnębiające, to często muszę najpierw sama przetrawić pewne rzeczy, zanim jestem w stanie o tym porozmawiać. Bo relacjonowanie tych wszystkich nie-do-końca-przyjemnych rzeczy jest pewnie równie trudne, co ich słuchanie.

Ale załóżmy, że rozmawiam z Dawidem od razu i w zasadzie na działanie tego „impulsu zewnętrznego” jesteśmy wystawieni równocześnie. Zdaję relację i przedstawiam krótko zaproponowane możliwości dalszych działań.

To jest dzień pierwszy.

Drugiego w zasadzie w ogóle na ten temat nie rozmawiamy. Ja dużo rozmyślam, analizuję, ale przede wszystkim najpierw staram się jakoś pogodzić z wszystkim tym, co usłyszałam, a także przetrawić wszelkie możliwe opcje dalszych działań.

Nie wiem, jaki jest proces Dawida – może, tak jak ja, myśli o tym dużo. Może nie myśli prawie wcale. Trudno powiedzieć. Wiem tylko tyle, że przez jakiś oboje nie poruszamy tego tematu.

Trzeciego dnia któreś z nas zagaja rozmowę. Raz jeszcze dyskutujemy to, o czym rozmawialiśmy wcześniej. Już na spokojnie. Zastanawiamy się nad rozwiązaniami. Omawiamy wszystkie „za” i „przeciw”. Planujemy konkretne działania.

Przechodzimy do ofensywy.

Później już tylko utwierdzamy się w słuszności naszej decyzji, wymyślając coraz to nowe plusy wybranego rozwiązania.

Teraz było podobnie.

Zaczęło się od rozmów z Ciociami ze Żłobka i z P. Mają (psycholożką Ewy i Piotrka). To był ten impuls, który pozwolił nam spojrzeć na Piotrka z zewnątrz i dojść do wniosku, że być może poza domem nie jest jednak tak różowo jak nam się wydaje, a różnice pomiędzy nim a jego rówieśnikami są z miesiąca na miesiąc coraz bardziej widoczne. P. Maja zasugerowała zwiększenie liczby godzin terapii indywidualnej poprzez przeniesienie Piotrka do przedszkola terapeutycznego. Zwiększenie terapii w formie, którą ma teraz (w postaci zajęć dodatkowych, poza żłobkiem), jest niestety bardzo trudne: po pierwsze to jest męczące dla Piotrka (bo zajęcia mogą być głównie po południu), a po drugie to jest obciążające dla nas – logistycznie (dużo jeżdżenia) i finansowo (płacimy za żłobek + za prywatną terapię).

A zatem po dwóch dniach trawienia tych wszystkich informacji – podjęliśmy decyzję, że Piotrek od marca przeniesie się do przedszkola terapeutycznego. Trochę nam to utrudni życie – bo przedszkole jest czynne tylko przez 5h – no ale co zrobić 🙂

Byle do wiosny! 🙂


PS. Moje „wystąpienia” można obejrzeć tutaj:

Noc Belfrów

Live z Plan Daltoński

Jedna myśl w temacie “Proces

  1. U nas było trochę inaczej. Może trochę ze względu na to, że młody ma „tylko ZA” (chociaż z Twoich opisów na blogu czy forum nie widzę dużych różnic w funkcjonowaniu, tzn wiadomo, ten rozwój w przypadku spektrum jest nieharmonijny, więc te różnice są (w niektórych aspektach moje dziecko jest w plecy, w innych trochę do przodu), ale wcale nie są one bardzo duże), może dlatego, że prawdopodobnie ja też mam coś w ten deseń (może nieco lżejszą, tę „kobiecą” wersję, a może zwyczajnie dlatego, że przez te kilkadziesiąt lat życia jakoś się przystosowałam).
    Nie przechodziłam żałoby, nie czułam się załamana po diagnozie. Czułam tylko ulgę i zadowolenie, że cały ten proces diagnostyczny jest już za nami. Że teraz wiem co się dzieje i co robić (no, całkowicie na wyrost, bo wcale nie wiedziałam, nie tak do końca – ale nie o to chodziło, po prostu problem został nazwany i można było szukać konkretnych rozwiązań).

    Tak czy owak trzymam kciuki, żeby Piotrek w nowym przedszkolu czuł się dobrze i żeby się wszystko poukładało 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na Aerra Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s