Rodzeństwo

Rodzeństwo

Obserwuję ich relację od trzech lat i ciągle dziwię się, jak drogą powolnej ewolucji można w tak krótkim czasie przejść przez zupełnie różne stany.

Na początku byłam z siebie zadowolona – praca włożona w przygotowanie Ewy na pojawienie się brata wydawała się przynosić efekty. Ewa zupełnie nie była zazdrosna, hałas znosiła z cierpliwością i wyrozumiałością. Początkowo okazywała delikatne zainteresowanie, szybko jednak zorientowała się, że brat póki co jest jednak mało interaktywny. Niemniej jednak wiedziała, że Piotrek stał się częścią naszego „stada” – był dla niej istotny jako część całości, chociaż nie starała się nawiązywać z nim bezpośredniej relacji. Po prostu BYŁ.

Później Piotrek zaczął się przemieszczać i na własną rękę poszukiwać kontaktów z siostrą. Wpatrywał się w nią jak w obrazek, pełzał w jej kierunku, później coraz szybciej gonił, najpierw na czworakach, potem na dwóch nogach. A ona, o ile tolerowała jego obecność i dotyk, kiedy niewiele się ruszał, o tyle irytowało ją, kiedy zaczął gwałtownie wkraczać w jej przestrzeń. Unikała go. On siadał koło niej na kanapie – ona przesiadała się na fotel. On szedł na fotel – ona okrążała pokój i wracała na kanapę. On zaczynał chodzić za nią krok w krok, czasem nawet naśladować – ona reagowała coraz bardziej nerwowo.

Nie próbowaliśmy jej zmuszać do wspólnej zabawy czy do kontaktów z Piotrkiem. Rozumieliśmy, że potrzebuje pobawić się sama, pobiegać po mieszkaniu zatopiona w swoich własnych myślach, bez udziału młodszego brata. Pozwalaliśmy jej więc odizolować się w naszej sypialni i zajmowaliśmy czymś Piotrka, żeby nie przeszkadzał w tak potrzebnych jej chwilach samotności.

Z biegiem czasu Piotrek nauczył się, że Ewy lepiej nie zaczepiać, że Ewa i tak ucieknie i gdzieś się schowa. To ona stała się wtedy mało interaktywna dla niego. A jednocześnie można było dostrzec, że Ewa była ciagle ważną częścią jego życia.

Funkcjonowali więc obok siebie, praktycznie nie wchodząc sobie w drogę. Dwójka jedynaków, mająca wspólnych rodziców i mieszkająca pod jednym dachem, a od pewnego momentu nawet w jednym pokoju. Potrafili większość dnia spędzić w jednym pomieszczeniu i tak funkcjonować, żeby ani razu się nie zetknąć. I jakby tak się nad tym zastanowić, to jednak nie da się osiągnąć takiego stanu kompletnie nie zauważając drugiej osoby. Oni zdawali sobie sprawę ze swojej obecności, ale starannie się unikali. A może po prostu szanowali nawzajem swoje granice?

W pewnym momencie zaczęliśmy się tym martwić. Pilnowanie, żeby Piotrek nie wkraczał na terytorium Ewy zaszło jakby za daleko. A przecież nie po to chcieliśmy mieć dwójkę dzieci, żeby każde z nich funkcjonowało zupełnie odrębnie. Oprócz rodziców mieli mieć przecież też siebie nawzajem.

Staraliśmy się wciągać ich we wspólne zabawy, co było o tyle trudne, że naprawdę niewiele jest aktywności atrakcyjnych zarówno dla ledwo mówiącego trzylatka, jak i siedzącej ciągle w książkach, wygadanej prawie-ośmiolatki. Dla dwójki autystów, którym trudno jest wyjść poza własną strefę komfortu i zrobić krok w stronę drugiej osoby. Nie po to, żeby osiągnąć coś dla siebie, ale dla nawiązania samej relacji.

Powoli jednak coś zaczęło się zmieniać. Piotrek przestał być tak namolny i nieobliczalny, więc jeśli usiadł koło Ewy – na przykład podczas oglądania bajki czy czytania książek – to tak już razem siedzieli. Coraz więcej też rozumiał, więc stopniowo wciągaliśmy go w drobne kontakty z siostrą (nauczyliśmy go na przykład, że jeśli dostaje dwa ciastka, to powinien zanieść jedno Ewie).

Jeśli w tym czasie coś zmieniło się w Ewie, to wynikało pewnie z trudnego okresu, który się dla niej zaczął. Nowa szkoła i związany z tym stres, który sprawił, że bała się spać sama. Przez większość tygodnia spała więc z nami, a w te dni, w które miała spać w swoim pokoju (bo nie chcieliśmy tworzyć zupełnego precedensu), wybierała spanie w jednym łóżku z bratem. Do tego ciągłe kwarantanny i lockdowny – które wprawdzie nie dotknęły jej aż tak bardzo, gdyż przecież jest w zerówce, ale jednak spowodowały istotny deficyt kontaktów międzyludzkich.

A może zaczęła dorastać?

W każdym razie to ona zaczęła tym razem dostrzegać Piotrka i szukać z nim kontaktów. Przytulać go. Stykać się z nim stopami, kiedy wspólnie siedzieli na kanapie. Rozśmieszać go albo próbować o coś go spytać. Proponować mu jedną z dwóch ostatnich cynamonek.

Ciągle jeszcze widać, że Piotrek nie jest do tych kontaktów przyzwyczajony. Nie umieją jeszcze ze sobą rozmawiać – Ewa jest przyzwyczajona do rzucania pytań w eter, bez upewnienia się, czy ktoś aby na pewno ją słucha, a Piotrek nie zawsze jest w stanie wyłapać taki komunikat. Ale ćwiczą.

A ja cieszę się, że wreszcie coś ruszyło i wiem, że będzie dobrze ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s