Obserwacje

Obserwacje

Idzie ku lepszemu! Ewa zaczyna w nocy przejawiać większe zainteresowanie snem niż posiłkiem, co oznacza, że i nam dane jest się wyspać:) Dzisiaj pobiła rekord – zasnęła wczoraj o 21:30, obudziła się dopiero gdzieś w okolicach 4 rano – 6,5h nieprzerwanego snu!

Z innych obserwacji:

– odkryła przyjemność w zasysaniu własnej dłoni. Chwilowo nie wie jeszcze, że najwygodniej (i podobno najbardziej trendy) jest ssać kciuk, ale myślimy, że to tylko kwestia czasu. Zasysa głośno ciamkając i obśliniając obficie dłoń i paszczę (a bywa, że również i to, w co jest ubrana – od pasa w górę). Skąd bierze tyle śliny – nie wiem.

– uwielbia spać na powietrzu. A nawet, szerzej sprawę ujmując – uwielbia spać poza domem. I tutaj możemy wyróżnić kilka form tej rozrywki:

a) leżakowanie na tarasie – tryb statyczny,

b) spanie w wózku – tryb dynamiczny z wykorzystaniem matki bądź ojca jako siły wprowadzającej wózek w ruch (przy czym im większe wertepy, po których wózek się przemieszcza, tym lepiej),

c) spanie w foteliku samochodowym w trakcie jazdy – tryb „hipnotyzer” (dziesięć minut „paczenia” przez okno z szeroko otwartymi oczami i rozdziawioną paszczą, po których następuje minimum 2,5-3h nieprzerwanego snu).

– zaczyna przejawiać lekkie skłonności samobójcze. Położona na brzuchu potrafi „zanurkować” paszczą w podłoże, odcinając sobie tym samym dopływ tlenu. Upominana – nie reaguje, czeka natomiast na chwilę nieuwagi rodzica, aby ponownie wykonać manewr auto-podduszania.

Reasumując – jest ciekawie! 🙂

Rodzicielskie dylematy

Rodzicielskie dylematy

No cóż, wcześniej czy później trzeba było się do tego zabrać. Powoli tworzymy listę POTENCJALNYCH KANDYDATÓW dla Ewy.

Media donoszą, że Księżna Kate urodzi chłopca, trzeba więc brać go pod uwagę. Chociaż nie wiem, w rodzinie królewskiej klimaty bywają różne, no i musiałabym na ślub włożyć kapelusz… nie wiem, nie wiem.

Moim osobistym faworytem jest synek Shakiry i Pique. Nie dosyć, że rodzice ładni, utalentowani, to kibicuje Barcelonie. Chociaż panowie Tatuś i Wujek będą to postrzegać jako minus.

Coś czuję, że ciężko będzie:))

Sposób na niepogodę

Sposób na niepogodę

Z uwagi na deszczową aurę i zdecydowanie niekorzystny biomet okupujemy z Cytryną kanapę. Od rana. Przykryłyśmy się R-kocykiem. Cytryna preferuje pozycję „na brzuchu”, ja natomiast – „na wznak” lub „na boku”. Staramy się nie wyłazić spod kocyka. Liczymy, że Tatuś niedługo wróci, bo  zapasy zaczynają nam się kończyć…:)

Hipnoza

Hipnoza

Cytryna zaczyna kumać. A konkretniej nawet nie kumać, ale widzieć cokolwiek i się tym interesować. Uwielbia patrzeć w jasne okno, robi śmieszne miny, jak nosi się ją po mieszkaniu i nagle z jasnego wchodzi się do ciemnego pokoju (albo odwrotnie). Interesuje się karuzelą od Praciota, słucha melodyjki i obserwuje przesuwające się samochodziki (minus jest jednak taki, że raz na jakiś czas trzeba jej tę karuzelę nakręcić:)). Podekscytowani sukcesem karuzeli znad łóżeczka zamontowaliśmy też drugą karuzelę przy kołysce, nieco inną, bo wyposażoną również w migotające lampki i na baterię (nie trzeba nakręcać!). Mam jednak poważne wątpliwości co do tych światełek. Mój rzadko-używany-do-czegoś-innego-niż-ogarnianie-niemowlaka mózg podpowiada mi, że światełka migotają z zaprogramowaną częstotliwością i hipnotyzują Cytrynę. Jeśli za kilkanaście lat zginiemy we śnie zamordowani przez córkę siekierą, to już wiem dlaczego:) (kołyska od Dziadków:))

Wtorkowa wycieczka:)

Wtorkowa wycieczka:)

We wtorek pojechałyśmy z Cytryną na drugą wizytę u lekarza. Zaliczyłyśmy pierwszą podróż samochodem tylko we dwie – trochę rozryczałyśmy się w domu, ale jak tylko włożyłam ją do fotelika i zaczęłam nim bujać, to Ewa poszła w kimę i spała całą drogę. Oczywiście sprawdziła się stara zasada pod tytułem: „jak musisz się zgubić, to bądź pewna, że wylądujesz na Pradze”. To nic, że zmierzałyśmy w kierunku Woli:) Na szczęście Cytryna wtedy spała, nie dane było jej więc zobaczyć, jakim debilem topograficznym jest jej matka:) Co ciekawe, nie zgubiłam się później ani razu (a czas skalkulowany miałam na dwa zgubienia, więc byłam jedno do przodu i na miejsce dojechałyśmy przed czasem)

W Blue City (gdzie miałyśmy wizytę) spotkałyśmy się z Tatą. Całe szczęście, bo nawigacja po tym centrum handlowym jest pewnie trudniejsza niż po Warszawie. 
Pani Doktor stwierdziła, że Cytryna jest zdrowa, piękna i w ogóle idealna:) Cytryna natomiast zdobyła bonusa: „obsikać przewijak u lekarza” i „zrobić kupę na przewijak u lekarza”. Nasza ambitna córka celowała oczywiście swoimi sikami i kupą bezpośrednio w Panią Doktor, ale ta się nie dała. Lata doświadczeń wyrobiły u niej najwyraźniej niezły refleks. Może my też się kiedyś nauczymy? ;)) 
Zabawa Cytryny

Zabawa Cytryny

Interakcja z Cytryną ciągle jest bardzo ograniczona. Większość dnia Ewy to spanie, jedzenie i wydalanie:) Ale jest jedna zabawa, w którą Cytryna uwielbia się z nami bawić, mianowicie:

„Nasikam na Mamę, zrobię kupę na Tatę” 

Ulubiona zabawa naszej córki. Polega na zbieraniu punktów za różne osiągnięcia, między innymi:
  • sikanie/robienie kupy w trakcie przewijania, zaraz po zdjęciu pieluchy. Powoduje ogólny bałagan na przewijaku.
  • tak jak wyżej, ale w momencie, w którym Mama/Tata podnoszą Cytrynie tyłek, żeby włożyć jej nową pieluchę. Liczy się trafienie w rękę Mamy/Taty.
  • sikanie/robienie kupy w momencie, w którym Cytryna leży na nowej pieluszce, ale jeszcze przed jej zapięciem. Tak, żeby rodzice widzieli, że ta nowa pielucha JUŻ JEST UFAJDANA i nie mieli serca, żeby jej ponownie nie zmienić.
  • zrobienie kupy zaraz po przebraniu pieluchy i ubraniu śpiochów. Najlepiej, jak Mama/Tata wezmą już na ręce i zadowoleni zabierają Cytrynę z przewijaka. Dobrze, jeżeli fakt ten zostanie obwieszczony w sposób donośny, tak, żeby nie było żadnej wątpliwości, że nowa kupa wylądowała w pieluszce. Z reguły towarzyszy temu szeroki, złośliwy uśmiech na twarzy głównej zainteresowanej:)
  • silanie/robienie kupy podczas kąpieli (jeszcze się nie udało, ale wszystko możliwe).
Nie wiem, czy wszystkie te osiągnięcia punktowane są tak samo, a jeśli nie, to jaka jest hierarchia. Podejrzewam jednak, że punkty mnożą się, jeśli zrobi się pod rząd kilka osiągnięć. I jeśli danego dnia „trafi się” zarówno Tatę, jak i Mamę. 
W najbliższy weekend przyjeżdżają Babcia z Praciotką (której oczywiście tak nie nazywamy:)) – Cytryna już się cieszy, za „ustrzelenie” każdej z nich pewnie są bonusy…:)
PS. Jeszcze w temacie wydalania – wychodzi na to, że Cytryna jest jak najbardziej z plebsu – burżujskie Pampersy nie przypadły jej do gustu, czemu dała wyraz wysypką na swoim plebejskim tyłku. Natomiast pieluchy z Biedronki są w jej mniemaniu ok. To tak jakby ktoś chciał uszczęśliwić nas zapasem pieluch:)
Dzisiaj:)

Dzisiaj:)

DZISIAJ powinna się była urodzić Cytryna:)

Tymczasem DZISIAJ Cytryna stała się pełnoprawną obywatelką naszego kraju – Dawid odebrał jej Pesel:) Zestresował przy tym podobno jakąś Panią Urzędniczkę, bo zadał jej pytanie, czy Pesel aby na pewno poprawny i czy mogłaby sprawdzić, czy zgadza się cyfra kontrolna. Pani zgłupiała, ale Dawid był chyba na tyle upierdliwy, że zawołała Panią Kierowniczkę:) Na moje pytanie: „po co zadawałeś pani takie trudne pytania” stwierdził, w sumie słusznie: „a jakby ten Pesel był niepoprawny, to co??” 🙂

Sama zainteresowana nie jest chyba świadoma, jak WAŻNY jest DZISIEJSZY dzień:)

:)

:)

My tu gadu-gadu, a Cytryna właśnie dzisiaj kończy trzy tygodnie:)

Niestety, nie udało nam się dociągnąć do terminu, młoda postanowiła wyleźć cztery tygodnie wcześniej. Prawdopodobnie pobiła przy tym rekord prędkości – ledwo żeśmy zdążyli do szpitala:) Od odejścia wód i pierwszych skurczy do pojawienia się Cytryny „po właściwej stronie” minęły zaledwie dwie godziny. W sumie się cieszę, oszczędziło mi to sporo bólu, z drugiej jednak strony na porodówce było dosyć nerwowo, bo wokół mnie biegało pełno pielęgniarek, położnych, salowych i lekarzy, którzy próbowali w pół godziny wykonać wszystkie te czynności, na które zazwyczaj mają kilka ładnych godzin:) No i okazuje się, że jak poród krótki, to jednak swoje później w szpitalu trzeba odsiedzieć – Cytryna najpierw straciła sporo na wadze, a później wylądowała z żółtaczką w inkubatorze. Tak więc wypisali nas dopiero po tygodniu, święta przyszło spędzić nam w szpitalu:)

Ale po trzech tygodniach mamy już następujące osiągnięcia:

  • po ok. półtora tygodnia przysypiania przy jedzeniu i ogólnego niezainteresowania posiłkami, Cytryna stała się żarłoczna. Powiem więcej, stała się ŻARŁOCZNA 😀 
  • w związku z powyższym, przybiera na wadze w tempie ekspresowym, nawet 80-100g dziennie:)
  • kupy też potrafi zrobić… spore:D
  • pozbyła się też pępka
  • zaliczyliśmy pierwsze wylegiwanie się na tarasie i pierwszy spacer. Uwielbia spać na powietrzu:)
  • a dzisiaj zaczęła podnosić główkę:)
Zdolną mamy córkę, nie? 🙂
Z nogami w górze:)

Z nogami w górze:)

Jeszcze w środę moim największym „okołocytrynowym” problemem był ten z nerwem kulszowym w prawej nodze. Z dnia na dzień autentycznie było coraz gorzej i w pewnym momencie miałam problem z przejściem do łazienki. O staniu na prawej nodze nie było mowy, ubranie spodni czy rajstop nagle stało się problemem, ba, bolało nawet schodzenie ze schodów ruchomych! Ale w środę pojechaliśmy na comiesięczną wizytę do pani, która prowadzi ciążę i okazało się, że Cytryna postanowiła matce ulżyć (albo też zaczęło jej się tam w środku nudzić) i skierować się ku wyjściu. No i zarządzono mi minimum dwa tygodnie leżenia, „bo jak nie, to w każdej chwili może pani urodzić”. No to leżę. I zasysam. Wytrzymać musimy minimum te dwa tygodnie, później na upartego Cytryna może się już rodzić.

No i załapałam fobię, że jesteśmy totalnie nieprzygotowani. Bo torbę do szpitala można teoretycznie spakować w 10 minut, ja mogę rodzić w starym podkoszulku, no ale przecież nie mamy w co tej Cytryny później ubrać. Teoretycznie ubranka można kupić w każdej chwili, ale trzeba przecież jeszcze je poprać. Już miałam wizję, że w trybie nagłym jadę na porodówkę, a moją jedyną myślą jest ta, że ubranka niepoprane. Że odsyłam Dawida, żeby ubranka poprał. I że ja rodzę, a Dawid w mieszkaniu siedzi i patrzy jak się te wszystkie śpioszki suszą. Paranoja:) Tak mnie ta cała wizja zestresowała (a jak mam dużo wolnego czasu, to takie scenariusze same mi się w głowie tworzą), że dziś wysłałam Dawida do sklepu w celu nabycia podstawowego zestawu śpioszków w rozmiarze najmniejszym. Dawid załatwił całą sprawę w trybie ekspresowym (ze mną to by trwało chyba pięć razy dłużej:)). Zaraz będziemy nastawiać pralkę:)