Trudne tematy

Trudne tematy

Podczas ostatniego weekendu u Babci Oli postanowiliśmy pojechać na cmentarz, na grób mojego Dziadka. Zapaliliśmy znicze, podumaliśmy chwilę nad grobem i zaczęliśmy zbierać się do powrotu. Idąc w kierunku bramy cmentarza zagadałam do Ewy:

Ja: A wiesz, przed chwilą byliśmy na grobie mojego Dziadka. 

I tu trochę się zawiesiłam. Jak wytłumaczyć czterolatce koncepcję śmierci? Bo jeśli powiem, że Dziadek umarł – to mogę spowodować lawinę dalszych pytań. A nie chcę, żeby niepotrzebnie ją to zestresowało – czasami jest tak, że słyszy jakiś komunikat, który nam wydaje się w miarę normalny, a później okazuje się, że ta informacja w niej zostaje, kiełkuje, jest poddawana dalszej analizie – i tydzień/miesiąc/rok później ujawnia się w zupełnie nieoczekiwanej dla nas formie.

Kiedyś na przykład czytaliśmy książkę o dziewczynce imieniem Dunia (z tego co pamiętam, było to „Moje szczęśliwe życie” Rose Lagercranz i Evy Eriksson – swoją drogą możemy śmiało polecić wszystkie książki z tej serii). I był tam fragment o tym, że Dunia mieszka tylko z tatą, bo jej mama kiedyś bardzo zachorowała, była w szpitalu i później zmarła. Cały opis był bardzo ładny, delikatny i wydawałoby się – nie wymagający dodatkowych tłumaczeń.

Jakiś czas później zaszłam w ciążę. A początek ciąży jest w moim przypadku średnio przyjemny – non stop mdłości i wymioty, w zasadzie brak siły na nic. Miesiąc lub dwa wyrwane z życiorysu, spędzone na leżeniu plackiem w łóżku, wciskaniu w siebie kilku kęsów czegokolwiek i usilnych staraniach, żeby to cokolwiek zostało choć przez chwilę w żołądku.

Mając już doświadczenie z poprzedniej ciąży – mogliśmy się do tego w miarę przygotować. Do i z przedszkola woził  Ewę Dawid, wspomagany w niektóre dni przez naszą byłą Nianię. Cała logistyka była wtedy na jego głowie – musiał nie tylko ogarniać potrzeby Ewy, ale też i moje. Dla niego to też nie były łatwe dwa miesiące:)

Wydawało się, że Ewa dosyć spokojnie przyjmuje moją niedyspozycję. Nie mówiliśmy jej, że jestem w ciąży – chcieliśmy poczekać, aż minie pierwszy trymestr i ciąża będzie już bardziej „pewna”. Poza tym – nie chciałam, żeby pojawiła się u niej myśl, że to brat lub siostra jest winny temu, że ja tak źle się czuję.

Ale pewnego dnia, kiedy wracali razem z przedszkola, Ewa zapytała Dawida: „Czy Mama żyje?”.

Dawid nie próbował za bardzo wtedy tego pytania analizować – odpowiedział po prostu, że tak. Ale pytanie pojawiało się później codziennie – zawsze na chwilę przed wejściem do mieszkania.

Stało się jasne, że Ewa się o mnie po prostu na swój sposób martwiła. I być może w ten sposób przeanalizowała historię Duni – jej mama też była chora i bardzo długo nie zdrowiała. Skoro tak było w przypadku Duni, to czemu nie miałoby być i w jej? Wtedy właśnie zdecydowaliśmy, że Ewa powinna jednak o mojej ciąży wiedzieć. Bo ciąża wprawdzie kończy się wizytą w szpitalu, ale na szczęście później wszyscy wracają do domu.

Ewa bardzo pozytywnie przyjęła informację o nowym lokatorze mojego brzucha i od tego czasu już na szczęście nie pytała, czy żyję.

Ale wizyta na cmentarzu zmusiła mnie jednak do powrotu do tego trudnego tematu. I wtedy, na szybko, mogłam zrobić tylko jedno – posłużyć się jakimś rozpoznawalnym przez Ewę motywem z filmu lub książki. Do Duni nie chciałam za bardzo wracać – na szczęście oglądaliśmy wcześniej bajkę, w której również pojawił się motyw śmierci bliskiej osoby (na szczęście nie tak bliskiej jak mama) – swoją drogą śmierci pięknie pokazanej.

Ja: Wiesz, Dziadek umarł, jeszcze zanim się urodziłaś. Tak jak babcia Vaiany, pamiętasz? Umarła, ale po śmierci zamieniła się w wielką płaszczkę i już zawsze opiekowała się Vaianą, zawsze była gdzieś blisko. 

7272fe5fd9c8c5820a658e9f6d0f595c

Myślałam, że na tym nasza rozmowa się skończy, ale Ewa kontynuowała temat:

Ewa: I Twój Dziadek też zmienił się w płaszczkę?

Ja: No nie wiem, trudno powiedzieć… może w jakieś inne zwierzątko, nie wiem. 

Ewa: Może w rybkę! Albo nie – w żyrafę! 

Rozmowa zupełnie nieoczekiwanie nabrała jakiegoś buddystycznego wymiaru – w sumie nie taki był mój zamiar, ale podobało mi się, że mogłyśmy odbyć tę rozmowę w tak pozytywny sposób.

Od tego czasu – a minął już ponad miesiąc – za każdym razem, gdy Ewa ogląda Vaianę i pojawia się scena śmierci Babci Tali, wykrzykuje: „To tak jak twój Dziadek, który zmienił się po śmierci w żyrafę!” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s