Niepokój

Niepokój

Najpierw zakrada się powoli, z najdalszych zakątków podświadomości. Pojawia się pod postacią ulotnego wrażenia, po czym znika, jeszcze zanim zdążymy sobie go uświadomić. Ale wraca, często wtedy, kiedy zupełnie się go nie spodziewamy.

Na tym etapie jesteśmy pewni, że nie ma żadnego problemu. Przecież rozmawialiśmy ze specjalistami – stwierdzili, że wszystko jest ok, a więc WSZYSTKO JEST OK. Mózg dostrzega tylko to, co pasuje do jego przekonań, ignoruje natomiast wszelkie odchyły od normy. W psychologii nazywane jest to zgrabnie efektem potwierdzenia.

Ale dziwne wrażenie powraca coraz częściej. Zaczyna uwierać. Coraz częściej mamy świadomość, że COŚ jest nie tak, chociaż nie do końca wiemy, co.

Później, gdy te niepokojące myśli zaczynają się krystalizować, rozpoczyna się racjonalizowanie.

On ciągle nie mówi.

No ale chłopcy często zaczynają mówić później. (Ha! ileż razy wyśmiewałam to tłumaczenie!) Dawid długo nie mówił, zaczął dopiero w przedszkolu.

Słabo komunikuje. Jak chce coś z lodówki, to idzie do lodówki, zamiast podejść do któregoś z nas.

Ale zasadniczo komunikuje dobrze. Przecież jak czegoś chce, to przychodzi. Nie mamy problemów z aferami nie wiadomo o co, jak to było u Ewy.

Słabo patrzy w oczy, jak próbuje coś mówić.

Ale patrzył w oczy, jak miał kilka miesięcy. Łapał spojrzenie z drugiego końca pokoju. Zupełnie inaczej niż Ewa. Ona tak nie robiła.

Słabo reaguje na imię.

Może bunt dwulatka? Trzylatka? Może to problem ze słuchem, ta woskowina, która ciągle się pojawia w uszach?

Słuch ma dobry, robiliśmy badania.

Ale robiliśmy je zaraz po czyszczeniu uszu. A może to jakiś problem z przetwarzaniem słuchowym? Albo z nadwrażliwością na dźwięki?

Panie w żłobku mówią, że czasem się izoluje od grupy, wyłącza, nie skupia na wspólnej zabawie.

Może to też jakiś rodzaj nadwrażliwości sensorycznej? Może dlatego, że jest najmłodszy w grupie?

Ale grupy się zmieniają, najstarsze dzieci idą do przedszkola, on zostaje z młodszymi dziećmi. I ciągle bywa, że się izoluje.

Nadwrażliwość na dźwięki. Na bank. Zrobimy diagnozę SI.

Panie mówią, że słabo bawi się z innymi dziećmi. Zresztą, w domu też zauważyliśmy, że raczej nie zwraca się z niczym do Ewy.

To był nasz błąd wychowawczy. Pozwalając Ewie uciekać od nagabującego ją brata, sprawiliśmy, że brat nauczył się jej nie zaczepiać. I teraz ignorują się nawzajem.

Musimy przyzwyczaić się do myśli, że jego mowa jest opóźniona. W wieku ponad dwóch lat nie buduje w zasadzie zdań, poza najprostszymi typu: „mama daj!”. Chcemy rozpocząć terapię, złożyć podanie o Wczesne Wspomaganie Rozwoju, no ale pandemia (edycja wiosenna), więc czekamy z obserwacjami do maja. Spotkania są dwa, oba diametralnie różne. Na jednym Piotrek kompletnie ignoruje Panią Psycholog, zwraca się tylko do mnie. Na drugie spotkanie idzie z Piotrkiem Dawid, do Pani Psycholog dołącza jej Wspólniczka. Jest dużo lepiej. Opóźnienie rozwoju mowy jest oczywiste. Czy coś jeszcze? „Na podstawie tych obserwacji nie możemy ani potwierdzić, ani zaprzeczyć”.

Umawiamy się na diagnozę logopedyczną. Żłobek przygotowuje nam opinie psychologiczne. Zaczynają się powoli wakacje, więc wszystko trochę trwa. Składam dokumenty do Poradni. Później wyjeżdżamy. Remontujemy pokój dzieciaków. Na chwilę zapominamy, choć tak naprawdę nie do końca.

Poradnia tym razem nie chce wydać orzeczenia bez obserwacji. Termin ma być zaraz po wakacjach, ale ostatecznie spotykamy się dopiero na początku października. Panie są trzy. Zachwycają się Piotrkiem, tym, że jest bystry, że świetnie układa puzzle i że ma piękne oczy. Jednocześnie zauważają, że nie patrzy tymi swoimi pięknymi oczami tam, gdzie powinien. Że komunikacja jest bardzo słaba. Że opóźnienie rozwoju mowy, owszem, jest, ale żebyśmy jednak poszli do psychiatry i przynieśli diagnozę o Całościowych Zaburzeniach Rozwojowych.

Umawiamy się do psychiatry. Dostajemy kontakt z PPP i mamy szczęście, bo wizytę mamy ledwie tydzień później. Z wizyty wychodzimy z diagnozą „autyzm atypowy” – tylko definitywna diagnoza daje nam możliwość bezproblemowego otrzymania WWR i orzeczenia o kształceniu specjalnym.

Dziwne, uwierające wrażenie, że coś jest nie tak, ciągle jednak pozostaje. Gdy dostaliśmy diagnozę Ewy miałam poczucie, że ta diagnoza jest trafna. W przypadku Piotra – nie wiem. Lubię konkrety, lubię, jak pasują mi wszystkie puzzle, a tutaj mi cały czas coś nie pasuje. A może nie potrafię przyzwyczaić się do myśli o kolejnym autyście w domu, bo Piotrek zawsze funkcjonował „bardziej neurotypowo” od Ewy? Ale co jeśli to tylko taka zmyłka, co jeżeli to jest tylko figiel mojego umysłu, który porównuje wszystko do Ewy i jako „autystyczne” klasyfikuje tylko to, co jest od niej „bardziej”, a tymczasem punkt odcięcia leży zupełnie gdzie indziej? A może to nasza wina? Może to my jako rodzina jesteśmy za bardzo „autystyczni”, a on po prostu przejmuje od nas te cechy? Może u niego to nie kwestia genotypu, ale raczej fenotypu?

Nie wiem.

Póki co – dla świętego spokoju – trzeba go po prostu zacząć traktować jak autystę. Wdrożyć terapię. Zorganizować WWR, później przedszkole. Nie zastanawiać się nad tym, jak jest „naprawdę” i co jest przyczyną. Patrzeć w przyszłość. Bo przecież nic się w sumie nie zmieniło. Wciąż mam syna o przepięknych oczach i najbardziej uroczym uśmiechu pod słońcem 🙂

Jedna myśl w temacie “Niepokój

  1. A może po prostu, dzięki Ewie jesteście bardziej wyczuleni? Może Piotrek ma jakiś rys spektrum, ale jak to spektrum – jest bardzo szerokie, więc wcale nie musi być źle,
    Osobiście uważam (chociaż psychiatrze młodego się do tego nie przyznam, bo co się będę narażać 😉 ), że ten brak kontaktu wzrokowego jest nadmiernie demonizowany (nie twierdzę, że to zupełnie nieistotne, ale bez przesady).
    Diagnoza to tylko papierek. Ważny, owszem, bo otwiera drzwi, które bez niego trzeba wyważać, ale i tak ważniejsza jest praca nad konkretnymi deficytami – a tu macie już przetarte szlaki. I nawet jeśli będzie inaczej, to wiecie już gdzie szukać. Będzie dobrze. I przecież o tym wiecie 🙂
    (A mój późno zaczynający mówić syn – jak rany, ile bym dała teraz czasem, żeby chociaż przez chwilę był cicho… a jemu się paszcza nie zamyka…)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s