Moja Mała Bohaterka

Moja Mała Bohaterka

Jeszcze tylko dwie godziny i będę w domu, a to oznacza, że pierwszy zjazd mojego kursu będzie można uznać za zakończonyJ Chwalę się tym, bo Moja Kochana Córeczka dzielnie dała sobie radę i nie dała się smuteczkom spowodowanym nieobecnością „Mamusia”. Wprawdzie była lekka rozpacz w piątek rano, jak się żegnałyśmy, ale myślę, że jednak dobrą strategią jest mówienie, że mamy nie będzie tyle i tyle czasu. Ewa protestuje wtedy tylko w momencie, w którym jeszcze jest sens protestować – czyli przy pożegnaniu właśnie. Później jest spokój, bo wie, czego się spodziewać i wie, że jak powiedziałam, że wrócę danego dnia o danej godzinie, to tak będzie, więc wystarczy tylko cierpliwie poczekać. Moja córka jest nie tylko dzielna, ale i bardzo rozsądnaJ
Stęskniłam się bardzo:)
No i bardzo dzielny jest też mój kochany Mąż – dał radę, zaliczył wspólnie z Ewą basen i wycieczkę ” na frytki”:)

Pytanie

Pytanie

Sprawić, że córka posikała się ze śmiechu – czy to jest bardziej wpadka podczas odpieluchowywania dziecka, czy sukces komediowy?

[małe wyjaśnienie: to oczywiście nie ja doprowadziłam Ewę do takiego stanu, ale Mój Najdroższy Mąż. Ja nie posiadam takich mocy. Moją mocą są co najwyżej przytulaski:))]

Mistrz oryginalnych zestawień

Mistrz oryginalnych zestawień

Skończyliśmy dzisiaj oglądać Króla Lwa. Ewa siedziała urzeczona muzyką i przetaczającymi się po ekranie zwierzakami, ja upewniłam się, że w dalszym ciągu znam wszystkie teksty na pamięć:)
Jakiś czas później leżymy we dwie w łóżku, wpatrujemy się w fluorescencyjne gwiazdki przyklejone do sufitu (no prawie jak w bajce:)).

„Polecimy rakietą kosmosem, Simba?”

Wyobrażacie to sobie? 🙂

Test na spostrzegawczość

Test na spostrzegawczość

Kiedyś było tak, że jak Ewa rzuciła jakąś uwagę czy słowo, która kompletnie nie miała dla nas sensu,to myśleliśmy sobie: „coś jej się pomieszało”. Ale szybko nauczyliśmy się, że jej się NIE MIESZA. Jeśli w danym momencie, oglądając np. książkę o różnych technikach plastycznych, rzuci np. „Disney”, to znaczy, że tam jest coś, co jednoznacznie kojarzy się z Disney’em. My możemy tego nie zauważać, ale TO TAM JEST (w tej akurat książce, na jednej z ilustracji przedstawiającej uliczki Paryża, widać plakat filmowy, na którym jest znaczek Disneya).

Zaakceptowaliśmy więc fakt, że nasza córka jest od nas bardziej spostrzegawcza, i jak teraz Ewa powie coś na pozór absurdalnego, my zaczynamy grać w grę – „kto pierwszy znajdzie”.

Dzisiaj mała próbka dla naszych Czytelników.

Ewa trzyma w ręku opakowanie od DVD z Kubusiem Puchatkiem. I nagle rzuca hasło: „Miki płynie statkiem!”.

Widzicie? Nie? To podpowiedź. Szukajcie tutaj:

Ciągle nie? To przyjrzyjcie się temu malutkiemu hologramowi:)

Mnie odnalezienie Mikiego zajęło trochę czasu – również dlatego, że światło było słabe i hologram był mało widoczny. Ale znalazłam! 🙂

Zawsze

Zawsze

Ewa jest wielką fanką wszelkiego rodzaju piosenek. Oczywiście najlepsze są te z bajek – i te mogą lecieć u nas non stop przez cały dzień. Ostatnio zawzięłam się i pozgrywałam piosenki ze wszystkich dvd (a mamy już sporą kolekcję – głównie dzięki Dziadkowi Grzegorzowi i Cioci Joli), które wpadły mi w ręce. Mamy więc kolekcję ponad stu piosenek – głównie z długometrażowych filmów Disneya, ale też z Klubu Przyjaciół Myszki Miki, Lulu, Niedźwiedzia w Dużym Niebieskim Domu czy Tomka.

Wśród ulubionych piosenek Ewy znajdują się kubusiowe mruczanki. Jest ich minimum kilkanaście (łącznie z 4 filmów z Kubusiem Puchatkiem), tak więc przez sporą część dnia wsłuchujemy się w głos Jana Kociniaka w roli Kubusia. To niesamowite, jak czyjś głos może zlać się z bajkową postacią. Jak świetnym trzeba być aktorem, żeby zagrać samym tylko głosem tyle emocji…! Tak, żeby głos przestał już brzmieć w uszach widza jak głos mężczyzny, a stał się po prostu głosem Puchatka.

Piękny sposób na nieśmiertelność.

Nocne rozmowy

Nocne rozmowy

Ewa – jak pewnie większość dzieci z zaburzeniami ze spektrum – ma niesamowitą pamięć. Podłapuje różne teksty i rzuca nimi, kiedy najmniej się tego spodziewamy. I mamy wtedy z Dawidem zabawę „skąd ona to wzięła?”. Czasami uda nam się wydedukować, skąd dany cytat pochodzi, czasami jednak – pozostaje to słodką tajemnicą naszej córki.

Dzisiaj w nocy – z przyczyn całkowicie dla nas niezrozumiałych (faza księżyca? plamy na słońcu? przebiegunowanie Ziemi?) – Ewa postanowiła zbudzić się gdzieś tak po godzinie pierwszej. Wszelkie próby namówienia jej do spania spełzły na niczym. Próbowaliśmy spać razem, w trójkę, u nas w łóżku. Nie wyszło. Próbowałyśmy – już we dwie – zasnąć u niej w łóżku. Tutaj sukces był połowiczny – zasnęłam tylko ja (i przyznam szczerze, spałoby mi się dużo lepiej, gdyby mnie ktoś co chwilę nie próbował zagadywać). Siku – nie chce. Posmarować dziąseł maścią – nie chce. Pić – nie chce. Gorączki – nie ma. Wreszcie, po jakichś dwóch godzinach kręcenia się w pościeli wstała i kazała włączyć sobie światło. A w ogóle to najchętniej pójść na kanapę i oglądać bajki.

No więc zwlokłam się po raz kolejny, wzięłam poduszkę i idziemy. Jednym okiem odpaliłam bajkę („Masquin!” – czyt. Zygzak McQueen), zawinęłam się w kołdrę i śpię dalej.

Po jakichś trzydziestu minutach ktoś zapala mi nad głową światło i melduje: „Pić!”. No dobra, znowu więc, na autopilocie, idę do kuchni, nalewam picie, serwuję Gwieździe. Wypiła, więc odstawiam szklankę i w przebłysku asertywności gaszę zapalone światło.

„A teraz zapraszamy po przerwie!” – słyszę.

Prawda.

[całą historię opowiadałam Dawidowi gdzieś w okolicach godziny 4 nad ranem. Półprzytomna. Rano pamiętałam jedynie, że Ewa powiedziała w nocy coś śmiesznego – ale co…? 🙂 ]

Katalogi

Katalogi

Odkąd pamiętam, jedną z ulubionych czynności Ewy było przeglądanie różnego rodzaju katalogów. Zaczęło się od słynnego katalogu Ikei, później doszedł katalog z Juli (oba w ilościach hurtowych przywożone przez Dziadka Grzegorza). Na bieżąco – gazetki z Biedronki. Uwielbiane przez Ewę katalogi z artykułami do szkół i przedszkoli, które przywiozła Babcia Ola. Natomiast hitem tych Świąt był katalog z Lego, który wraz z gwiazdkowym prezentem przywieźli Babcia Jadzia i Dziadek Sławek (Babcia Jadzia, znając Ewę, specjalnie poprosiła o niego w sklepie!). Hitem chyba większym, niż sam prezent:) Do kategorii „katalogi” zakwalifikować pewnie można zestawienia książeczek publikowanych przez dane wydawnictwo, które często umieszczane są na okładkach. To jest dla Ewy jeden z najważniejszych elementów danej książki – a z mikroskopijnych zdjęć okładek potrafi wyłuskać postaci, które stoją tam gdzieś na trzecim planie i nikt nigdy nie zwróciłby na nie uwagi:)

Ostatnio przy okazji przeglądania różnego rodzaju katalogów zaczęło pojawiać się u Ewy słowo, którego coraz bardziej się boję.

„Kupimy?”

„Kupimy, KUPIMY, zgoda?!!”


Siła argumentów

Siła argumentów

Jednym z wielu plusów posiadania w domu małego autysty jest to, że tam, gdzie nie da się nic wskórać prośbą, groźbą, podstępem, przekupstwem – tam wiele można zdziałać logicznymi argumentami.

Kładziemy się spać. Dzisiaj kolej Dawida na usypianie, ale wiemy, że znowu może być z tym problem – od jakiegoś czasu Ewa ciągle chciałaby „przytulać z mamusiem”. Dawid zaczyna czytać książkę, a ja próbuję się wymknąć.

Ja: „Ewa, a dasz mamie już buziaka?”
Ewa: „Przytulić!”

(mija chwila)

Ja: „Ewa, mogę już iść? Daj buziaka.”
Ewa: „Przytulić!” (podkreślone przyciągnięciem mojej głowy do poduszki:))
Ja: „Ale wiesz, mama poszłaby zgrać ci piosenki z bajki o Hefalumpach, żebyś miała na jutro… To co, mogę iść?”
Ewa: „…Tak.”
Ja: „To dasz buziaka?”
Ewa: *cmok*

Można? 🙂

(staram się nie dopuszczać do siebie myśli, że piosenki o Hefalumpach mają jednak wyższy priorytet niż przytulanie z „mamusiem” :))

Dwa słowa

Dwa słowa

„Kocham Cię”


Powiedziała mi moja córka wczoraj, 14 stycznia 2016 r., o godzinie 19:12. W odpowiedzi na moje cowieczorne „kocham cię”, towarzyszące jak zwykle buziakowi na dobranoc. Przeszło tysiąc takich wieczornych „kocham cię” pozostało bez odwzajemnienia, ale nareszcie… 🙂 Warto było czekać:)