Uda się czy się nie uda?

Uda się czy się nie uda?

W większości filmów szpiegowskich – ale nie tylko – jest taka scena, kiedy główny bohater, będący w trakcie swojej akcji i posługujący się fałszywą tożsamością, trafia na „tamtych”. Jest duża szansa, że wszystko się wyda. Przeszukują go – a my wiemy, że gdzieś tam pod ubraniem powinien mieć schowaną broń albo podsłuch. Albo – podaje swoje dokumenty, a my wiemy, że one są sfałszowane. Celnik patrzy na niego, później w dokumenty, później znowu na głównego bohatera. Wyda się czy się nie wyda?!

No więc przeżyliśmy coś takiego w miniony weekend. Siadaliśmy właśnie do obiadu. Wołam Ewę, żeby przyszła, bo są kotlety (ze standardowych obiadów to ona lubi tylko kotlety – po Tatusiu to ma zdecydowanie:)).

Przyszła. Siada. Patrzy podejrzliwie w kotleta. Maca go paluszkiem. Odwraca. My staramy się udawać, że nie jesteśmy zainteresowani, nie reagujemy  też na samo macanie kotleta (chociaż pewnie powinniśmy). Ale co chwilę zerkamy, co się dzieje na jej talerzu. Kotlet nie przechodzi weryfikacji, Ewa odkłada go na półmisek.

No szkoda, trzeba było spróbować.

Ale wtem! Sięga po innego. Znowu go ogląda, po czym nadziewa na widelec i gryzie. Najpierw tylko z brzegu, uważnie, widać, że coś jej nie do końca pasuje.

Ja już jestem spocona z tych emocji, ale nic, trzeba grać do końca.

Po chwili wgryza się głębiej w kotleta, raz, drugi.

Dawid: I co Ewa, smakują ci kotlety? – pyta niby obojętnie Dawid, a ja zamieram w oczekiwaniu.

Ewa: Tak. 

Dawid: To jedz, jedz, jest jeszcze dużo. (po czym mruczy pod nosem) A jak skończysz, to ci powiem, co było w środku. 

Zjadła dwa. Kotlety. Z MINTAJA.

2va1a