Taką świetną aktywność ostatnio wynalazłam, że aż się muszę Wam pochwalić:)

Wynalazłam ją zupełnie przypadkowo, i to do spółki z Piotrkiem, ale jest tak genialna, że aż sama nie mogę wyjść z podziwu (ach ta skromność!)

No więc, zacznijmy od rekwizytów. Potrzebne są: 1) worek na śmieci (lub wiadro, lub jakiś inny pojemnik); 2) chwytak do śmieci (ja swój nabyłam niedawno w Tigerze, ale można poszukać na Allegro; 3) rękawiczka (może być jedna, nie będziemy aż tak bardzo rozrzutni).

Jak już macie te rekwizyty, to idziecie z dziećmi na spacer do lasu. Dopadacie pierwszego śmiecia i wyciągacie w jego kierunku chwytak z punktu 2). Jeśli Wasze dzieci wcześniej nie zainteresowały się nowym sprzętem, to teraz z pewnością zaświecą im się oczy na widok świetnych funkcji nowego gadżetu. No bo ileż można podziwiać przyrodę albo naparzać patykami w pokrzywy? Łaskawie oddajecie chwytak, i teraz pozostaje Wam tylko podstawianie worka, ewentualnie podnoszenie tych śmieci, które chwytakiem podnieść się nie dają (tutaj przydaje się dłoń odziana w rękawiczkę).

Zabawa niczym w Pokemon Go (złap je wszystkie!). Ćwiczenie spostrzegawczości, koordynacja oko-ręka, motoryka mała i duża, no normalnie dziwię się, że z przedszkola Młodszego jeszcze nie zadzwonili, żeby pogratulować mi geniuszu w wymyślaniu aktywności terapeutycznych!

…A że przy tym las „zubożał” o pełen worek śmieci, to już naprawdę wisienka na torcie 😉

Komunikacja: poziom 100

Komunikacja: poziom 100

– Mamo, pobudka! – zawołał Piotrek stając w progu sypialni. – Czas wstawać!

– Mhhmmmm – zamruczałam w odpowiedzi, przykrywając się szczelniej kołdrą. Jest niedziela. W niedzielę nie trzeba wstawać.

Chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi i Piotrka raportującego Dawidowi:

– Mama powiedziała, że jeszcze pięć minutek.

Czymże sobie zasłużyłam na takie mądre, empatyczne i kochane dziecko? 🙂

Przebranie

Przebranie

Po raz pierwszy w historii Ewa nie może zdecydować się na przebranie na bal karnawałowy (temat przewodni: „Bal w królestwie zwierząt”). Staram się więc coś zaproponować, bo wiem, że to ja później będę odpowiedzialna za przygotowanie stroju, a czym szybciej Ewa się na coś zdecyduje, tym będę miała więcej czasu na przygotowania.

Wszystkie bardziej standardowe zwierzaki już chyba zaproponowałam i nie spotkały się z aprobatą. Na wybór któregoś z istniejących przebrań nawet nie liczę. Zaczynam więc rzucać najbardziej dziwnymi pomysłami, jakie mi przychodzą do głowy.

– Pancernik?

– Nie.

– Mrowisko z mrówkami?

– Nie.

– Ameba z nibynóżkami?

– Nie.

– A może taka bardzo-głodna-gąsienica, która w połowie balu zmienia się w pięknego motyla?

– Nope! – odpowiada Ewa, nie odrywając wzroku od telefonu, z którego puszcza akurat „Blood Mary” Lady Gagi. Drugi raz pod rząd.

– Serio? – nie wytrzymuję – Serio nie masz ochoty być piękną, zwiewną, eteryczną wręcz istotą?

Ewa podnosi głowę i patrząc na mnie z politowaniem stwierdza:

– To przereklamowane.


🤷‍♀️

Być jeżem

Być jeżem

Grudzień w szkole Ewy zdecydowanie nie należał do najłatwiejszych (zresztą, grudzień chyba nigdy nie jest spokojny:)). Najpierw przetoczyła się u nich fala jakiejś zarazy – były dni, kiedy w klasie Ewy nie było chyba nikogo, łącznie z Panią Wychowawczynią. Na szczęście w połowie miesiąca większość klasy Ewy była już wychorowana, można więc było zacząć próby do świątecznego koncertu.

W dniu pierwszej próby Ewa zakomunikowała mi, że będzie grać jeżyka, który zapada w sen zimowy, no i że potrzebuje przebrania. Rola jakby stworzona dla mojej córki (nie ma to jak „zapaść w sen zimowy” i PRZELEŻEĆ cały występ), zamiast więc analizować kontekst („od kiedy jeże występują w świątecznych, zimowych przedstawieniach?”) przeszłam płynnie do planowania zakupów niezbędnych do przygotowania stroju. Na szczęście metodologię miałam gotową, gdyż kiedyś już jej taki strój robiłam – zresztą, teraz nosi go Piotrek, tak po prostu, bez okazji.

Później, dzięki Pani Wychowawczyni, dostałam więcej szczegółów na temat genezy tej jakże ważkiej roli. Otóż Ewa, najwyraźniej nie chcąc angażować się śpiewanie, sama sobie tę rolę wymyśliła i zaproponowała Paniom w czasie próby. Panie mogły w tym momencie powiedzieć, że scenariusz już jest i ma nie wymyślać, że role są ustalone, a w ogóle to jeże są charakterystyczne dla jesiennych występów, a teraz jest zima i jeży „ni-ma”.

Mogły. Ale nie, Panie stwierdziły: „musimy ten pomysł wykorzystać” (nie moje słowa, Wychowawczyni).

No więc w przedstawieniu pojawiła się rola jeża. Kilka dni później było tych ról już dwie, bo Ewa zaproponowała ją również koledze, który najwyraźniej też nie miał ochoty śpiewać.

Dawno nie widziałam Ewy tak podekscytowanej. Wymyśliła dla swojego jeża imię („Pani Hogi”), ćwiczyła ruchy jeżowego pyszczka, opowiadała, że jej kolega będzie grał męża Pani Hogi i że razem będą się zagrzebywać w swojej jeżowej kupce liści. Nie wiem, jak na te opowieści zareagował „Pan Hogi”, mam jednak nadzieję, że nie żałował, że dał się w to wszystko wkręcić 🙂

W ten czwartek odbył się koncert. Każdy miał swoją rolę – taką jaką chciał. Jeż-Ewa zarówno tańczył (co mi osobiście przypominało skrzyżowanie hołubca ze stepowaniem :)), jak i spał w swoim jeżowym kąciku. Jeż-Ewa wrócił zadowolony do domu, bardzo z siebie dumny.

Dobrze jest być takim jeżem.

Nie zawsze mamy możliwość angażować się we wszystkie aktywności z takim zaangażowaniem jak inni. Szczególnie, jeśli jest głośno, tłoczno i intensywnie. Na przykład w święta. Czasem mamy ochotę stanąć sobie z boku, odpocząć, a nawet zwinąć się w nastroszoną igłami kulkę i po prostu się wyłączyć.

Dobrze jest być w miejscu i wśród ludzi, którzy takich nas akceptują. Zarówno wywijających hołubce jak i zwiniętych w kulkę. Nie krzywią się, nie próbują zmienić, po prostu pozwalają nam być.

Właśnie tego chciałabym życzyć Wam w te Święta: żebyście mieli wokół siebie (i swoich dzieci) takich ludzi. I żebyście sami pozwalali sobie być takim jeżem 🦔 ❤️

Czoło czy pięta?

Czoło czy pięta?

Wieczór. Już po bajce, więc Piotrek zbiera się do pójścia spać, a Dawid grzebie w książkach stojących na półce za kanapą, w celu wybrania odpowiedniej literatury do czytania synowi przed snem. Piotrek kręci się po pokoju i w pewnym momencie rusza w kierunku kanapy, a raczej w kierunku nogi, którą Dawid o tę kanapę się opiera (półki z książkami stoją za kanapą). W połowie drogi jednak się potyka i kończy uderzeniem głową w… piętę ojca.

Siedzę obok, więc podnoszę gościa z podłogi i widzę po minie, że w zasadzie jest już na granicy płaczu i pewnie tylko zdziwienie całą sytuacją go przed tym płaczem powstrzymuje.

– Widziałam, jak się uderzyłeś, choć, przytulę cię i pocałuję – mówię do Piotrka, który ciągle zdaje się wierzyć w przeciwbólową moc buziaków. Z miny wnioskuję, że „ciągle jeszcze boli”, ale jednocześnie jest potencjał na zastosowanie taktyki: „odwracanie uwagi i obracanie wszystkiego w żart”.

– Ciekawe, co było twardsze, czoło Piotrka czy pięta Taty? – głośno się zastanawiam.

Piotrek też na chwilę się zamyśla, po czym zrywa się z moich kolan i biegnąc na środek pokoju krzyczy:

– Muszę sprawdzić jeszcze raz!

🫣
Zwierzaczki-Uspokajaczki

Zwierzaczki-Uspokajaczki

Jakby ktoś potrzebował, to zrobiłam dzisiaj nowe Zwierzaczki-Uspokajaczki – w sam raz na nowy rok szkolny:)

Poprzednie (dla przypomnienia):

Instrukcja:

  1. Wydrukować w jakimś punkcie foto, np. w formacie 10×15 (w sumie trzy zdjęcia)
  2. Pociąć
  3. Zalaminować
  4. Znowu pociąć
  5. Wydłubać w każdym dziurkę (np. w lewym górnym rogu) – można dziurkaczem, my (w sensie Dawid) zrobiliśmy wiertarką 
  6. Ułożyć (na wydrukach jest nieco pomieszana kolejność, szczególnie pod koniec:))
  7. Spiąć kółkiem do kluczy
  8. Przyczepić gdzieś w dostępnym miejscu – Ewa ma to przyczepione do zamka przy plecaku
  9. Uspokajać się! ❤