Zajęcia w podgrupach

Zajęcia w podgrupach

Czy Wy też lubicie ten moment, wieczorem, kiedy uda Wam się upchnąć cały przychówek w łóżkach (lub po prostu zrobić, co mieliście danego dnia zrobić – jeśli przychówku nie macie lub jest samowystarczalny:)) i można wreszcie siąść z herbatą na kanapie, włączyć film i spędzić chwilę tylko w towarzystwie drugiej, DOROSŁEJ osoby? Przyjemne, prawda? Odkąd pojawił się Czwarty jest z tym niestety trochę trudniej – bo o ile Ewa ma dosyć unormowany rytm dnia, to on niekoniecznie. Dzisiaj jednak zawinął się do spania chwilę przed Ewą, więc byliśmy pełni nadziei na wieczór we dwoje. I wprawdzie z jej pokoju ciągle dochodziły odgłosy przewalających się książek oraz głos ich Narratorki (bo Ewa lubi do siebie czasem pogadać), byliśmy jednak pełni nadziei, że zaraz pójdzie spać.

Bo musicie wiedzieć, że wieczorem schemat jest dosyć jasny. Najpierw pół godziny bajki. Później łazienka. Później Dawid idzie z Ewą do jej pokoju i czytają książki. A na koniec przychodzę ja, rozmawiamy, przytulaski, głaskanie, buziaki na dobranoc i wychodzę. Po moim wyjściu Ewa raczej już z pokoju nie wychodzi.

No więc siedzimy z Mężem na kanapie. Film odpalony, herbatka zrobiona. Nagle słyszymy, że drzwi od pokoju Ewy się otwierają. „Siusiu!” – słyszymy od progu (sama nie wyjdzie – musi mieć zgodę, taką ma procedurę).

Dawid: No to idź siusiu. 

Ewa truchta przez korytarz, zatrzymuje się przy drzwiach od łazienki, zerka w kierunku telewizora i krzyczy: „O, oglądacie film!”. Po czym wchodzi do łazienki, zapala światło, robi co ma robić, myje ręce, gasi światło, i biegnąc w kierunku pokoju woła: „Skończone! Ołki-dołki, możecie oglądać dalej!”. Słyszymy trzask drzwi.

Jak to dobrze, że nam pozwoliła… 🙂

Zderzenie z rzeczywistością

Zderzenie z rzeczywistością

Wczoraj Ewa wstała lewą nogą. Od rana marudziła, nie mogła sobie znaleźć miejsca, nic jej się nie podobało. Snuła się z kąta w kąt i jęczała, że „ma złamaną nogę i mam dzwonić po lekarza!”. Bo Ewa jest taką okazjonalną hipochondryczką – jak ma zły nastrój lub czegoś nie chce zrobić, to boli palec/noga/brzuch, ma złamaną nogę/rękę, czasami wręcz od razu „umiera”. A my mamy dzwonić po lekarza/na pogotowie lub wieźć ją do szpitala. Już, natychmiast.

Strategie radzenia sobie z jej hipochondrią są różne. Albo olewamy, albo próbujemy odwrócić jej uwagę, albo próbujemy dyskutować. Wczoraj starałam się jej nawet wytłumaczyć, że głupie jest to jej gadanie i któregoś dnia wykracze sobie jakąś konkretną dolegliwość. Co wiązało się oczywiście z całą dygresją na temat tego, co to znaczy „wykracze”. I gdy po tym moim przydługim wykładzie ona znowu jęknęła: „do szpitala” – przyznam, że troszkę nie wytrzymałam.

Ja: No dobra, jedziemy do szpitala. W twoim pokoju będzie szpital. 

Ewa: Dobrze. 

Ja: No to wstawaj, idziemy. 

Ewa: Na ręce, karetką? 

Ja: Nie, nie ma takiej opcji. Wszystkie karetki są zajęte, musisz sama się doczłapać. Jak ja byłam ostatnio w szpitalu, to sama tam doszłam. 

Ewa (wstając i człapiąc w kierunku swojego pokoju): No dobrze…

Ja (wskazując na łóżko i udając pielęgniarkę-służbistkę): Tu proszę się położyć, przykryć kołdrą, pan doktor przyjdzie i panią zbada. Proszę czekać. Obchody są dwa razy dziennie, następny będzie wieczorem. 

(swoją drogą uważam, że miała naprawdę masę szczęścia, że ją od razu na ten wyimaginowany oddział przyjęli)

Ewa: Boli mnie nóżka…

Ja (przerywając jej wpół słowa): Proszę czekać na lekarza.

I wyszłam z pokoju, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi.

Po jakimś kwadransie siedzenia i czekania na wyimaginowanego lekarza, który miał pojawić się dopiero za kilka godzin, przyszła do salonu, siadła na kanapie i pod nosem mruknęła: „już mnie nic nie boli”.

Służba zdrowia ma naprawdę uzdrawiającą moc:)

Jedzenie

Jedzenie

Po ponad półtora roku nadszedł wreszcie ten moment – Ewa zaczęła jeść w przedszkolu. I wprawdzie nie jest w stanie zjeść pełnego posiłku, a jej repertuar to głównie pieczywo/owoce/makaron, ale coraz częściej potrafi przetrwać cały dzień bez napoczynania tego, co ma spakowane w plecaku (a co było dotychczas podstawą jej przedszkolnego żywienia). Codziennie też próbuje nowych potraw. Najczęściej kończy się tylko na próbowaniu, ale w jej przypadku to już OGROMNY sukces.

Chętnie przypisałabym sobie sukces w tym zakresie, ale niestety nie mogę:) Cała zasługa przypada p. Agnieszce, pedagogowi specjalnemu Ewy. Włożyła w to naprawdę masę pracy – najpierw przyzwyczajała Ewę do jedzenia na przedszkolnych talerzach, później do widoku przedszkolnego jedzenia, a ostatnio – namawiała do próbowania nowych potraw. Cała operacja trwała wiele miesięcy i były oczywiście okresy, kiedy Ewa niespecjalnie lubiła pory posiłków w przedszkolu (jeśli pojawiałyśmy się w przedszkolu w porze śniadania, to wolała zjeść siedząc ze mną w szatni). Ostatecznie jednak coś tam w przedszkolu próbuje, z p. Agnieszką jest ciągle w dobrej komitywie, więc sukces został osiągnięty! 🙂

Śnieg

Śnieg

IMAG0441

Nareszcie spadł śnieg, więc staramy się maksymalnie wykorzystać panujące warunki. Nawet tak banalna czynność jak przejście z przedszkola do samochodu potrafi nam zabrać z kilkanaście minut. W piątek po południu pobiliśmy chyba rekord w tym zakresie – spędziliśmy z pół godziny na przedszkolnym boisku. Ewa musiała koniecznie „pobawić się z chłopakami” – czyli z Kubą i jego starszym bratem. W repertuarze było: lepienie bałwanów (tak, w liczbie mnogiej!), turlanie się po śniegu, robienie aniołków, zabawa w berka, oraz – a w zasadzie przede wszystkim – zżeranie śniegu w tajemnicy przed rodzicami. Hitem natomiast okazała się zabawa wymyślona przez Adama, czyli lizanie jednego z bałwanów po nosie:)

Swoją drogą, w tym trzyosobowym zestawie Ewa wydawała mi się oazą spokoju. Chłopcy biegali, przewracali się nawzajem na śnieg – a ona cierpliwie toczyła wokół nich kolejne kule śnieżne. Fajnie tak zobaczyć ją czasami na tle jeszcze bardziej ruchliwych dzieciaków – człowiek docenia to co ma:)

[A nie, jednak na miano „oazy spokoju” najbardziej zasłużył Denisowiczek, który całą tę imprezę przespał w nosidełku, „zaparkowany” pod ścianą przedszkola:))]

Gdy później tego samego dnia do domu wrócił Dawid, Ewa powitała go w progu następującym komplementem:

„Tato, jesteś pyszny jak mokry bałwan!”

 

Na różowo

Na różowo

Realia posiadania starszej siostry (z perspektywy Czwartego):

  • Większość czasu spędzasz zawinięty w różowe kocyki (spadkowe po siostrze). Oczywiście posiadasz też takie nie-różowe, ale tak się zawsze ucieszysz, że cię w nie zawiną, że zaraz je czymś pobrudzisz i znowu lądują w praniu (a ty – znowu w różowym kocyku).
  • Brokat we włosach. W zasadzie przez większość twojego życia.

Mam nadzieję, że za jakieś kilkanaście lat nie będzie miał nam tego wszystkiego za złe…:)

Zaproszenie

Zaproszenie

Po jednej z ostatnich wizyt w sali zabaw, Ewa nabrała ochoty na zorganizowanie przyjęcia urodzinowego. Dla dzieci. W sali zabaw najlepiej. Z balonikami  i całym tym urodzinowym anturażem. I jak to bywa z większością „ochot” Ewy – momentalnie przeszła do realizacji swoich planów. Nie dała sobie wytłumaczyć, że jej urodziny są przecież dopiero pod koniec marca – trzeba JUŻ! dmuchać balony, wieszać girlandy i wypisywać zaproszenia.

Wieszanie dekoracji póki co udało nam się jakoś spacyfikować (szczególnie, że nie doszliśmy ostatecznie do porozumienia, GDZIE KONKRETNIE mielibyśmy je wieszać), aktualnie jesteśmy na etapie przygotowywania zaproszeń. Myśleliśmy, że nasza rola ograniczy się tylko do przyniesienia artykułów papierniczych, ale Ewa oczekiwała jeszcze pomocy w wypisywaniu kartek. To znaczy – któreś z nas miało pisać pod jej dyktando (a jak już wiecie, Ewa potrafi bardzo kwieciście się wypowiadać – co oznaczało dużo pisania:)). Udało nam się jednak osiągnąć pewien kompromis – ona dyktowała, któreś z nas wypisywało kartkę ołówkiem, ona to później poprawiała pisakami.

Oczywiście, na jednym zaproszeniu się nie skończyło.

W którymś momencie Tata jednak stracił cierpliwość… 😉

IMG_6716_2

Kobieta nowoczesna

Kobieta nowoczesna

Z okazji Świąt Ewa dostała od Dziadka Grzegorza walizkę. Mogła wybrać sobie konkretny model – i w ten właśnie sposób stała się posiadaczką wściekle różowej torby z paszczą „Hello Kitty” na froncie.

Wczoraj wreszcie postanowiła coś do tej walizki spakować. Zajrzałam do niej do pokoju, żeby sprawdzić, jak jej idzie. Znalazłam ją klęczącą nad skrzynką z narzędziami. Obok leżała pusta walizka.

Ja: Co robisz? 

Ewa: Muszę spakować dwa młotki! Narzędzia się przydadzą!

IMG_6712_2

Kobieta nowoczesna, proszę państwa. Samodzielna, niezależna, praktyczna – a jednocześnie na wskroś kobieca i pełna sprzeczności 🙂

Starsza Siostra

Starsza Siostra

Trochę obawiałam się tych pierwszych wspólnych tygodni. Głaskanie brzucha w trakcie ciąży to jedno, ale kontakt z płaczącym, zajmującym-czas-rodzicom i mało-interaktywnym noworodkiem to coś zupełnie innego. Bałam się, że Ewa będzie zazdrosna o brata, że będzie rozczarowana, że nie można się jeszcze z nim pobawić, że będzie irytował ją jego płacz.

Nic takiego się nie stało:)

Po powrocie ze szpitala (wypuścili nas w Wigilię, dzień później niż mieliśmy pierwotnie wyjść) spędziliśmy we czwórkę ponad tydzień na „aklimatyzacji”. Dawid miał urlop, Ewie zrobiliśmy wolne od przedszkola. Celowo nie zapraszaliśmy nikogo z rodziny na Święta – nie chcieliśmy dokładać Ewie nadprogramowych bodźców. Gnieździliśmy się wspólnie na kanapie, czytaliśmy książki, graliśmy w „Karalucha” (nawet Piotrkowi udało się raz wygrać! :)), a wieczorami oglądaliśmy bajki.

Trudno powiedzieć, żeby Piotrek jakoś szczególnie fascynował Ewę. Jej stosunek do nowego lokatora nazwałabym raczej „ostrożnym zainteresowaniem połączonym z silnym poczuciem odpowiedzialności” 🙂 Ewa pamięta wszystko, co mówię jej o opiekowaniu się bratem i później skrupulatnie tę wiedzę wykorzystuje. Kiedy Piotrek zaczyna płakać – biegnie szukać smoczka lub włącza kołysanki. Podaje pieluchy i kocyki. Wkłada bratu maskotki do kołyski i zagląda czasem do niego, żeby upewnić się, czy śpi. Upiera się, żeby pomagać dźwigać nosidełko (co sprawia, że przemieszczanie się jest JESZCZE trudniejsze – no ale trudno:)). No i najważniejsze – cierpliwie czeka na swoją kolej, za każdym razem, kiedy jest taka potrzeba.

Mam też wrażenie, że lekko zmienił się jej stosunek… do mnie. Przez większość ciąży była praktycznie do mnie przylepiona – za każdym razem, kiedy była ku temu okazja. Jak Dawid przywiózł nas ze szpitala, to miałam wrażenie, że Ewa jest lekko mną onieśmielona, zupełnie, jakbym była kimś nie do końca jej znanym. I w sumie trochę tak było – kilka dni wcześniej widziała mnie z brzuchem, a tu nagle – „brzuch” leży obok, w nosidełku:)

Kilka miesięcy temu oglądaliśmy wspólnie „Wielką Szóstkę”. Jest tam postać robota o imieniu Baymax. Któreś z nas zauważyło wtedy, że Baymax ma brzuch „zupełnie jak mama” – a może raczej, że „mama ma brzuch zupełnie jak Baymax”. I od tego czasu Ewa zaczęła nazywać mnie właśnie „Baymax”. Do końca ciąży byłam jej „robocikiem z grubym brzuszkiem”.

2083977174_1929931971_1024x1024

Pod koniec ciąży powstało ryzyko, że będę musiała trochę czasu spędzić w szpitalu. Później – że urodzę jeszcze przed Świętami lub w Święta, i że będziemy musieli ten czas spędzić osobno. Oprócz tego liczyłam się mocno z tym, że nie wypuszczą nas do domu po zwyczajowych 2-3 dniach, ale nawet po tygodniu (tak jak to było z Ewą). W każdym przypadku – chciałam mieć coś, co niejako „wynagrodzi” Ewie ten czas spędzony osobno. Zamówiłam więc maskotkę Baymaxa, żeby Piotrek miał dla Ewy jakiś drobiazg – trochę „na powitanie”, a trochę „na przeprosiny” (za to, że mama musiała pojechać do szpitala i nie było jej jakiś czas).

W Wigilię Ewa dostała więc najpierw maskotkę Baymaxa od Piotrka, a później całą masę prezentów pod choinką, dużo bardziej okazałych niż ten mały pluszak. Niemniej jednak – najważniejszym prezentem jest ciągle ten, który dostała od brata 🙂

Poetka

Poetka

Ewa odkryła ostatnio w sobie nowy talent: układa wiersze i komponuje piosenki. Nie wiem, skąd bierze swoje inspiracje i skąd w ogóle u niej taka potrzeba (pisanie wierszy to umiejętność, która jest dla nas kompletnie abstrakcyjna), niemniej jednak czasami te losowo rzucane wersy okazują się mieć jakiś sens.

Z okazji Świąt powstał wiersz „Życzenia dla Maryi”. Podyktowany przez Ewę, spisany przez Dawida. Czy ktoś podejmie się interpretacji? 🙂

IMG_6664_2